Odkryta Kamera



Czerwone Lamborghini jechało dość szybko po wijącej się wstędze szosy. Żaba Bez Serca nie miała najmniejszych wyrzutów sumienia zabierając samochód dwóm frajerom z ośrodka wypoczynkowaego w Tajemniczych Górach. Zresztą i tak go już nie potrzebowali, a droga do Żabiego Bagna była dość daleka. Na miejscu pasażera spokojnie chrapał Logan, choć znelezienie wystarczającej ilości miejsca w ciasnym wnętrzu zajęło mu trochę czasu. Żaba nie przejmowała się tym wcale, bardziej koncentrując się na drodze, choć akurat jechali po dość pustym odcinku. Martwiła ją też nieco paląca się kontrolka twierdząca że samochód jedzie już na oparach benzyny. Dlatego też Żaba z ulgą powitała przydrożną stację benzynową. Zatrzymała się przy dystrybutorze i wysiadła z wozu. Przywitało ją nieco mroźne, ale rześkie i przyjemne powietrze. Tu na równinach było cieplej i leżało bardzo mało śniegu. Miała właśnie zacząć tankować, gdy zauważyła stojącego niedaleko mężczyznę. Miał na sobie przybrudzony podkoszulek, a na głowie wełnianą czapkę sięgającą mniej więcej wysokości uszu. Był też nieźle opalony. Rzucił Żabeie tęskne spojrzenie, po czym zaczął podchodzić.
- Would you dance, if i asked you to dance? - Zaśpiewał, zbliżając się.
- Że co? - Żabie opadła szczęka. Nigdy jeszcze nie widziała żeby gościu zmywający szyby śpiewał przy robocie.
- Would you crumble if... - człowiek chciał śpiewać dalej, ale Żaba właśnie w tym momencie wetknęła mu w dłoń uchwyt pistoletu od dystrybutora.
- Nalej do pełna i dobrze umyj szyby, chłopcze - powiedziała kierując się do wnętrza stacji.
Mężczyzna stał w miejscu przyglądając się ze zdziwieniem wręczonemu przedmiotowi.
- Chcesz czegoś jeszcze? - spytała Bez Serca. Jednocześnie zauważyła że z drugiej strony biegnie do nich kilku innych ludzi.
- All i neeeed - czyściciel szyb zafałszował tak straszliwie że sam się przeraził swoim głosem.
- Nie, nie, nie. Cięcie - wrzasnął pierwszy z nich, grubszy i lekko łysiejący. - To nie jest ten samochód. Co wy tu robicie? - Krzyknął w stronę Żaby.
- Nie musisz tak krzyczeć, nie jestem głucha. Przyjechaliśmy zatankować.
- Zatankować? Stacja jest zamknięta - mężczyzna nadal wrzeszczał. - Nie widzieliście znaków?
- Nie, żadnych nie było - uśmiechnęła się Żaba. - Poza tym nie ma w pobliżu innej stacji, a ja nie mam paliwa.
- To tankujcie, tylko szybko. A ty wracaj na swoje miejsce gwiazdko - powiedział już delikatniej, wyjmując uchwyt dystrybutora z rąk mężczyzny w wełnianej czapce i popychając go lekko w stronę stacji. Następnie oddał przedmiot Żabie.
- I just wanna be with you. - Zaśpiewał człowiek w podkoszulku, podchodząc do Bez Serca i wpatrując się w jej oczy.
- Nie, to nie ona. Idź na swoje miejsce i poczekaj jeszcze chwilę, dobrze? - odezwał się łysawy niemal siłą odciągając go od Żaby.
Bez Serca była zdziwiona i zaskoczona tą całą sytuacją, dlatego nalewając paliwo rozglądała się dookoła. Zauważyła że niedaleko znajduje się kilka większych wozów a także mnóstwo ludzi. Mieli też rozstawione kamery. Teraz już zrozumiała wszystko. To na pewno był jeden z tych programów typu "Ukryta Kamera" w których stawia się ludzi w dziwnych sytuacjach i patrzy jak zareagują. Ci tutaj chyba byli kiepscy, bo nawet nie udało im się dobrze ukryć kamer. Powinni się nazywać Odkryta Kamera, pomyślała zakręcając bak.
- Skończyliście? To lepiej odjeżdżajcie stąd jak najszybciej - Łysawy mężczyzna właśnie podchodził do Żaby. - Nie możemy czekać całego dnia.
- Muszę jeszcze zapłacić za paliwo.
Mężczyzna przez chwilę bił się ze swoimi myślami. Paliwo by go kosztowało, ale tak samo cenna była każda sekunda. Nie wiedział co przyniesie mu większy zysk, czy pozbycie się Żaby szybciej, czy pozwolenie jej by zapłaciła za siebie. Decyzję podjął gdy spojrzał na mężczyznę w podkoszulku, mężnie trwającego w chłodnym powietrzu i wpatrującego się w Żabę tęsknym spojrzeniem.
- Dobra, zapłacę za was, tylko odjeżdżajcie stąd jak najszybciej.
- Spoko - uśmiechnęła się Bez Serca wsiadając do wozu. - Nie zastanawialiście się nad nazwaniem programu "Odkryta Kamera"?
Chwilę czekała jeszcze na odpowiedź, ale pomysł musiał się mężczyźnie bardzo spodobać, bo stał z rozdziawionymi ustami wpatrzony szeroko rozwartymi oczami w Żabę. Nie doczekawszy się żadnych słów, Bez Serca usiadła w fotelu i odjechała ze stacji.
- Now that you're gone, I just wanna be with you - z tyłu dobiegły ją jeszcze słowa piosenki, którymi żegnał ją mężczyzna w podkoszulku i wełnianej czapce.
- Kto tam tak wyje? - odezwał się przebudzony Logan sięgając po papierosy i przypalając jednego.
- Jakiś dziwny czyściciel szyb z tego programu Ukryta Kamera, tylko że to była Odkryta Kamera. I co ci mówiłam o paleniu?
- Nic mi nie mówiłaś.
- To teraz ci mówię, że masz nie palić - Żaba wyjęła mu z ust papierosa i wyrzuciła przez okno.
- Dlaczego? To mi pomaga się uspokoić.
- Nie znoszę smrodu tego świństwa. Ty to palisz, a ja muszę wąchać i jeszcze zostaje we włosach. Poza tym denerwujesz się czymś? - Żaba uśmiechnęła się najpaskudniej jak potrafiła.
- No, czasami jak tak na mnie patrzysz, to nie wiem czy dożyję jutra - wyznał Logan z tą zadziwiającą szczerością, która może wpędzić cię w kłopoty.
Z tyłu rozległ się lekki huk i wnętrze samochodu na chwilę rozjaśnił mocny blask.
- Pewnie komuś się nie spodobał głos tego gościa od szyb - stwierdziła Bez Serca, spoglądając w lusterko. - Ale co im zawiniła stacja? Niektórzy nie znają umiaru - westchnęła.
- Dokąd teraz? - zapytał Logan rozsiadając się wygodniej w fotelu.
- Do domu. W stronę zachodzącego słońca.
- Ale wydawało mi się że Żabie Bagno jest na południe.
- Uważasz się za lepszego eksperta ode mnie?
- Nie. Ale może czasami spojrzałabyś na mapę?
- A po co? Czy mapa umie mówić? Czy lepiej ode mnie wie gdzie mieszkam?
- Popatrz tylko tutaj, tędy nie ma przejazdu. Jest tylko jakaś czerwona kropka.
- To plama z ketchupu, a poza tym i tak trzymasz mapę do góry nogami.
Tak się przekomarzając Żaba i Logan jechali przed siebie wijącą się przez równiny drogą. Nie zwracając uwagi na narzekania mężczyzny Żaba Bez Serca jechała tak, jak wskazywał jej instynkt, ponieważ dobrze wiedziała że wcześniej czy później dotrze do domu. Do tej pory zawsze jej się to udawało.




Powrót do poprzedniej strony