Koniec to tylko początek, widziany od drugiej strony.



Żaba Bez Serca otworzyła powieki. Coś się nie zgadzało w jej otoczeniu, ale nie miała pojęcia co. Zdezorientowana rozejrzała się wokół, lecz nic nie rzuciło się jej w oczy. Dopiero gdy pozwoliła wzrokowi opaść, wszystko stało się jasne. Natychmiast wyprostowała się i jeszcze raz uważnie rozejrzała. Stał niedaleko, w cieniu. Nie ukryty, bo to by oznaczało że próbował się skrywać, po prostu nie rzucał się w oczy. Był niepozorny choć, gdy się już go zauważyło, imponujący. Wysoki, w długim, czarnym płaszczu, podobnie jak Żaba nie potrzebował fryzjera. Uśmiechał się. Właściwie nie miał wyboru. W ręku trzymał kosę, choć nie wydawał się skłonny do jej użycia. Teraz już nie musiał.
- ŻABA BEZ SERCA, JAK MNIEMAM? - zapytał. Głos miał... właściwie trudno powiedzieć jaki. Jedyne słowo, które na pewno do niego pasowało to "niezwykły".
- Nie spodziewałam się ciebie - odpowiedziała Żaba. Nie kłamała.
- NIEWIELU SIĘ SPODZIEWA.
- Chciałam powiedzieć że w ogóle nie sądziłam że się pojawisz. Kiedykolwiek. Myślałam że jesteś tylko wymysłem.
- WOLĘ OKREŚLENIE ANTROPOMORFICZNA PERSONIFIKACJA I ZAPEWNIAM ŻE JESTEM BARDZO REALNY. ZJAWIAM SIĘ PRĘDZEJ ALBO PÓŹNIEJ, ALE ZAWSZE. I PO KAŻDEGO.
- To co teraz?
- TO W CO ZAWSZE WIERZYŁAŚ - Śmierć właśnie przytraczał kosę do stojącego niedaleko, wspaniałego, białego wierzchowca. Cisza która zapadła po tych słowach, kazała mu się odwrócić. - COŚ NIE TAK?
- Nigdy nie rozmyślałam o życiu pozagrobowym - przyznała się Bez Serca. - Wiesz, kiedy się jest zwykłą żabą w świecie pełnym wrogich istot, nie myśli się o takich rzeczach, tylko o tym jak przeżyć kolejny dzień.
- TO MOŻE BYĆ PROBLEM - przyznał Śmierć. - LECZ WYDAJE MI SIĘ ŻE W TEJ SPRAWIE ZROBIONO JUŻ TAK DUŻO WYJĄTKÓW, ŻE JEDEN WIĘCEJ NIE ZASZKODZI. MOŻE WYBIERZ SOBIE TERAZ W CO WIERZYSZ.
- Lepiej późno niż wcale, co? A co jest do wyboru.
- CÓŻ, STANDARDOWO JEST PIEKŁO ALBO NIEBO, ALE NIEKTÓRZY SĄ BARDZIEJ POMYSŁOWI. JEDNI WYRUSZAJĄ WRAZ ZE SWOIM WŁĄDCĄ, BY SŁUŻYĆ MU W INNYM ŚWIECIE. INNYCH ZABIERAJĄ TAKIE ŚPIEWACZKI W OLBRZYMICH RYDWANACH. a JESZCZE INNI WIERZĄ ŻE GDY UMRĄ, PÓJDĄ DO PAŁACU SWEGO STWÓRCY, GDZIE BĘDĄ BAWIĆ SIĘ PO WIECZNOŚĆ.
- Brzmi nieźle. A naprawdę tam trafiają?
- KTO WIE? JA TYLKO WSKAZUJĘ DROGĘ.
- A mógłbyś wskazać mi drogę do mojego stwórcy? Mam nadzieję że to jakiś przystojny mężczyzna.
Śmierć wzruszył ramionami. Robił to często, ponieważ jego budowa doskonale się do tego nadawała.
- NIE DO MNIE NALEŻY INFORMOWANIE CIĘ O TAKICH SPRAWACH. PO PROSTU IDŹ PRZED SIEBIE. NA PEWNO TRAFISZ.

* * *

Kosmos, czasami zwany nieskończoną granicą, choć nikt nigdy nie powiedział co miałoby właśnie tutaj graniczyć. Ani z czym. A nawet dlaczego żaden z sąsiadów nie zajął jeszcze tego kosmosu, który jest przecież całkiem spory i spokojnie możnaby w nim trzymać stare meble, albo np. odzyskaną niedawno kosiarkę do trawy, z którą nie wiadomo co robić. W końcu między planetami jest mnóstwo wolnego miejsca. A właśnie, planety. Jest taka jedna, cała niebieska od mórz i oceanów, przesłonięta nieco białymi fragmentami obłoków. Mieści się też na niej siedem kontynentów, z których jeden nosi wdzięczną nazwę Europa. W samym środku tego skrawka lądu leży niewielki, zawsze ogarnięty przez chaos kraj, a w okolicach jego centrum spore miasto poprzecinane siatką ulic, przy których wyrastają domki i bloki. Przyjrzyjmy się jednemu z nich. Jednemu mieszkaniu. Jednemu pokojowi. Mieści się tutaj pewne łóżko; oczywiście mnóstwo innych rzeczy też, ale nas interesuje przede wszystkim łóżko. Na komputer jeszcze przyjdzie czas. W łóżku leży dziewczyna. W zasadzie możnaby nazwać ją młoda kobietą, gdyby ktoś znalazł w sobie dość odwagi by wypowiedzieć te słowa przy niej. Śpi jeszcze, ale niewielkie poruszenia ręki i bezustanne wiercenie się mówią, że taki stan nie potrwa długo. Faktycznie, budzi się i unosi głowę, a jej długie, kręcone włosy przesuwają się zasłaniając poduszkę. Otwiera oczy, niezwykłe oczy. Zwykły człowiek spoglądając w nie doznaje uczucia że właśnie przegrał. Nie ma pojęcia co przegrał, ani jak, ani jakie w ogóle są zasady. Ten wzrok mówi żeby nawet nie próbować stawiać oporu, bo to i tak nie ma sensu. Nieważne co spróbujesz zrobić człowieku i tak przegrałeś, zdają się mówić te oczy. Ale tym razem nie mogą tak mówić, choćby dlatego że patrzą na sporą, siedzącą niedaleko na łóżku żabę. To musi być niesamowite uczucie obudzić się i zaraz po otwarciu oczu zobaczyć dokładne odbicie siebie. No, prawie dokładne. Jedynie brak włosów, zielona cera i nieco, choć tylko nieco, inna sylwetka odróżniają żabę od dziewczyny. Poza tym są identyczne, z takim samym błyskiem w oku, oraz uśmiechem, przed którym chce się instynktownie uciekać.
- Co ty tu robisz? - pyta dziewczyna.
- Przybyłam, by spędzić resztę wieczności u mojego stwórcy. Co prawda mialam nadzieję że to będzie przystojny mężczyzna, ale... Ty też mi wystarczysz. Mamusiu.
- Nawet nie próbuj takich sztuczek. Za dobrze je znam - zaczęła dziewczyna, ale Żaba już nie słuchała.
- O, jaki fajny płaszczyk. Patrz pasuje na mnie - stwierdziła, przymierzając długi, niebieski płaszcz. Tak naprawdę był nieco za długi i cały dół leżał na podłodze wokół Żaby, ale to w dziwny sposób wydawało się na miejscu. - A to co? Komiks o kotach? Lubię koty. Miałam kiedyś jednego kumpla kota. Strasznie chorowity. Uuuu - oczy Żaby rozszerzyły się z radości - komputerek. Jakie masz hasło na roota?
- Najpierw mi wyjaśnisz co dokładnie robisz tutaj. Dlaczego tu jesteś?
- Ale potem podasz mi hasło? Bo widzisz, ten łysy i strasznie chudy powiedział że dla mnie zrobi wyjątek i że jedną z opcji jest pójście do krainy swojego stwórcy żeby aż po wieczność bawić się. To było jedyne sensowne rozwiązanie. Alternatywę stanowiło niebo, a przecież nie chciałabyś żebym tam wylądowała, nie?
- Jaki łysy?
- Taki wiecznie uśmiechnięty, z kosą.
- Śmierć? Ale to by oznaczało że umarłaś.
- Śmieszne, nie? Przecież byłam najlepsza. Ciekawe kto byłby w stanie mnie uśmiercić. To jakie masz to hasło na roota?
Dziewczyna nie odpowiedziała, lecz przyglądała się badawczo Żabie. Ta nic sobie z niej nie robiąc, beztrosko próbowała włamać się do jej komputera śpiewając przy tym jakąś piosenkę. Właściwie straszliwie fałszując jakąś piosenkę. Uśmiechała się. Jeden rzut oka na ten świat pozwolił jej stwierdzić że czeka na nią jeszcze mnóstwo dobrej zabawy. Zapowiadał się miły dzień. Przynajmniej dla niektórych.




Powrót do poprzedniej strony