Żaba Bez Serca i Blackitty



- Ach! Uwielbiam zapach deszczu o poranku - pomyślała Żaba Bez Serca, stojąc w kolejce do sklepu. Normalnie tego nie robiła, bo po co czekać, jeśli można sterroryzować ludzi i jeszcze sprzedawcę na dodatek, ale dziś padał deszcz i to akurat na wszystkich czekających, więc Żaba chciała jak najdłużej cieszyć się tą chwilą. Patrzyła więc na ludzi i napawała się widokiem, gdy nagle zauważyła przy sobie jakiś cień. To mogło oznaczać tylko jedno - ktoś stanął za nią w kolejce. Żaba odwróciła się błyskawicznie, gotowa nabluzgać, gdyby nowa osoba nie spodobała jej się i popatrzyła prosto w oczy przypominające reflektory ciężarówki mknącej w nocy po autostradzie. Dosłownie. Jasnożółte, lśniące dziwnym blaskiem ślepia osadzone były w czarnym jak węgiel ciele. Ciało należało do kota, a Żaba lubiła koty na tyle, żeby nie bluzgać. Postanowiła na razie się powstrzymać.
- Cześć, żabciu - odezwał się kot, a oczy Bez Serca rozszerzyły się ze zdumienia. Nikt zwracający się do niej w ten sposób nie żył wystarczająco długo żeby to powtórzyć. Ten kot musiał być nowy w mieście, albo wściekle odważny, albo szalony. Niewykluczone że wszystkie te rzeczy miały miejsce naraz.
- Cześć, kotku - postanowiła odpowiedzieć Żaba i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja. Jeśli ten kot o niej nie słyszał, to mogła mieć niezły ubaw.
- Jestem Blackitty, a ty?
- Nowy? - Spytała Żaba - Jestem Żaba Bez Serca.
- A tak, tak. Słyszałem - powiedział kot - I tak się zastanawiałem dlaczego nazywają cię "bez serca".
- To elementarne, drogi Watsonie. - Żaba już zaczynała się dobrze bawić. - Ponieważ nie mam serca.
- Ta, jasne. Nie mogłabyś żyć bez serca.
- Ach tak? - Bez Serca zmrużuła oczy i spojrzała na kota, jakby go wyzywając.
- Ach tak.
Tego już było Żabie za wiele. Szybkim ruchem wyciągnęła z kieszeni nóż i rozcięła sobie pierś, po czym odsłoniła przed Blackitty'm swoje wnętrze.
- Widzisz, powiedziałam ci, że nie mam serca. I jakoś z tym żyję. Całkiem dobrze, zresztą.
- Ghhh, khhhh - Kot próbował coś powiedzieć, ale ponieważ trzymał się za usta, nie dało się tego zrozumieć.
- Co mówiłeś? - Spytała Żaba, specjalnie ustawiając się tak, żeby Blackitty mógł zobaczyć ruszającą się w trakcie mówienia przeponę.
Kot chyba musiał zjeść coś, co mu zaszkodziło na żołądek, zdecydowała Żaba. Ale najwyraźniej już mu się poprawia - Khhhhh, guuuu. Jeechhteech powła, wjiesz? - Blackitty odzyskiwał zdolność wyraźnego mówienia.
- Wiem. Jestem z tego dumna.
- Jesteś chora, nie powinnaś robić takich rzeczy ludziom.
- Przecież nie robię. - Odparła z niewinnym uśmiechem Bez Serca. - Nie ludziom. A tak przy okazji, nie masz przy sobie igły i nitki?
- I jeszcze zachlapałaś cały chodnik krwią - narzekał dalej Blackitty, gdy dotarło do niego pytanie Żaby - Co? Po co ci igła i nitka?
- Głupiutki kotek. Mam może tak wracać do domu? Muszę się zszyć.
Szybkie kroki i odgłosy dobiegające z pobliskich krzaków sugerowały że kocie kłopoty z wyraźnym mówieniem jednak nie były przejściowe. Po chwili Blackitty wyłonił się z krzaków leniwie obcierając wargi.
- I co, znalazłeś igłę i nitkę - Prowokowała dalej Żaba - Bo wiesz, na razie wszystko mam na wierzchu.
- Ty mówisz serio. - Stwierdził kot - Naprawdę zamierzasz się zszyć.
- Oczywiście. Nie oglądałeś Rambo?
- Niech zgadnę, to twój idol? Pewnie w domu masz wszystkie ściany obklejone jego plakatami i w nocy śnisz o nim? Pewnie marzysz o tym, jak rozpruwa kilkudziesięciu gości, wyjmuje ich serca i daje je tobie. A potem bierze cię w swoje mocarne ramiona i razem nurkujecie w stawie bezgranicznej pasji, oddając się zakazanym przyjemnościom. - kot najwyraźniej dopiero się rozkręcał i Bez Serca chętnie by jeszcze posłuchała, ale miała wszystko na wierzchu i nie chciała się przeziębić.
- To jak będzie z tą igłą? - spytała.
- Jak to jak, kupimy w tej budce. Właśnie twoja kolej - odparł Blackitty, a Żaba zauważyła że faktycznie nikt już przed nią nie stał.
- Phi, kupimy? - Parsknęła - Dawaj igłę i nitkę koleś, byle szybko - rzuciła w stronę sprzedawcy. - I jeszcze pięć mrożonych pizzy i dziesięć chińskich zupek. - Pod wpływem przeczytanej ostatnio lektury zastanowiła się czy nie dodać pour favor, ale stwierdziła że nie będzie sobie psuć imydżu.
- Nie ma
- Jak to nie ma? Przecież wyraźnie widzę pizzę.
- Igły nie ma. To jest budka z jedzeniem.
- To dawaj jedzenie, migiem.
Po chwili Żaba i kot wyposażeni w kilkudniowe zapasy odchodzili od sklepiku. Powoli, bo Żaba musiała się trzymać za rozpruty brzuch.
- Doszedłem do wniosku że jednak całkiem nieźle wyglądasz w takim stanie, wiesz? - Żartował kot.
- Wal się, kocurze. - Żaba nie była w nastroju do żartów. - Jeśli mi zaraz nie skombinujesz igły to odstrzelę ci ogon z blastera.
- Nie masz blastera - Stwierdził Blackitty, jak się okazało błędnie, bo Żaba Bez Serca była mistrzynią w szybkim wyciąganiu i używaniu wszelkiej broni.
- Co ty nie powiesz? - Powiedziała jedną ręką trzymając się za brzuch, a drugą machając narzędziem zdolnym do natychmiastowej dezintegracji dowolnej istoty rozumnej, a nawet kilku nierozumnych.
- Dobra, teraz ci wierzę. W obliczu tak niepodważalnych dowodów, każdy by skapitulował. To może ja skoczę po tę igłę?
- No to leć, tylko wracaj szybko i zostaw swoje zakupy jako zakładnika.
Pięć minut później Blackitty był już z powrotem.
- Maszch? - spytała niecierpliwie żaba, jednocześnie opuchając się mrożoną pizzą wyciągniętą z torby kota.
- Igieł nie mieli, ale zdobyłem to - odparł kocur, wyciągając łapę trzymającą plaster i jednocześnie uśmiechając się niewinnie.
- Zielony, jak miło - ucieszyła się Żaba. - Choć mógłby być trochę ciemniejszy.
- Już nie narzekaj. Innych nie mieli - skłamał Blackitty, który po prostu nie chciał się przyznać że chciał wziąść czerwony, ale ponieważ był daltonistą, pomylił się.
Po chwili porządnie zaklejona plastrem Żaba odchodziła w stronę swojego legowiska.
- See ya around, kitty - rzuciła odchodząc - W razie czego przypomnij mi że obiecałam zabić cię na końcu.
Tia, jasne, pomyślał Blackitty, który dobrze znał takie sztuczki. Przez chwilę patrzył jeszcze za odchodzącą Żabą, po czym poszedł w swoją stronę. - A ja i tak sądzę że ona jest zabujana w tym Rambo. I że o nim codziennie marzy i śni i w ogóle.




Powrót do poprzedniej strony