Żaba Bez Serca spotyka Księcia Z Bajki



Dzień nie zapowiadał się zbyt dobrze. Prawdę powiedziawszy był to jeden z tych dni, kiedy w samo południe żar leje się z nieba i nie ma gdzie się schronić przed słońcem. Ale teraz, z rana, chmury zdołały jakoś zasłonić tę przeklętą kulę i panował przyjemny chłodek. Tylko dlatego Żaba Bez Serca wybrała się do parku. Minęła krzaki przy rzeczce, gdzie aż roiło się od kaczek. Żaba lubiła kaczki... w sosie miętowym, natomiast takie kwaczące i latające tylko ją irytowały. Na szczęście chwilę później doszła do mostka i zauważyła po drugiej stronie coś, co od razu poprawiło jej humor. Siedziała tam ropucha. Żaba Bez Serca nie lubiła ropuch i nigdy nie sądziła że obserwowanie którejś z nich sprawi jej przyjemność, ale tak właśnie było, ponieważ ropucha nie była sama. Jakiś człowiek ubrany w bogato strojone szaty i z srebrnym diademem na głowie właśnie wziął ją na ręce i najwyraźniej zamierzał pocałować. Wariat - pomyślała Bez Serca - Jak w mordę strzelił, war... - w tym momencie człowiek najwyraźniej musiał dotknąć swymi ustami ropuchy bo rozległ się huk, pojawiło mnóstwo dymu, a miejsce tego paskudnego stworzenia na jego rękach zajął drugi, nagi i najwyraźniej wkurzony mężczyzna.
- Puszczaj mnie ty debilu - wrzasnął przybysz - Puszczaj, natychmiast.
- Ale... ale ty nie jesteś księżniczką - stwierdził całujący, a Bez Serca natychmiast przyznała mu 12 punktów na 10 za szybkość kojarzenia.
- Oczywiście że nie jestem, debilu - osobnik trzymany w ramionach próbował jednocześnie uwolnić się i wyjaśnić nieznajomemu jego pomyłkę - Jestem księciem, KSIĘCIEM, rozumiesz? A teraz mnie puść i idź sobie szukać jakiejś KSIĘŻNICZKI, pederasto. - Po tych ostatnich słowach nagi człowiek został wreszcie uwolniony, odchodząc rzucił jeszcze do drugiego słowa, które zmroziły Żabie Bez Serca krew w żyłach - O, tam jest jakaś żaba, ją pocałuj.
- Kłopoty - pomyślała Bez Serca, gdy młodzieniec dziarskim krokiem ruszył w jej stronę - Trzeba zmykać i to szybko - rozejrzała się dookoła, ale nigdzie nie znalazła miejsca, w którym mogła by się schronić. Było za późno.
- WItaj, o pani, w ten cudowny dzień. - Odezwał się nieznajomy - Czy jesteś może ksieżniczką zamienioną złym zaklęciem w ropuchę? - Słysząc akcent położony na słowo "księżniczką" Żaba musiała przyznać że uczył się szybko.
- Nie - odpowiedziała - jestem Żaba Bez Serca i jestem żabą nie ropuchą.
- Zaszczycony jestem mogąc poznać tak uroczą osobę. Jestem Książę Z Bajki - przedstawił się Książę - Mam nadzieję że wybaczysz mi mą ignorancję pani, ale jaka jest różnica między żabami a ropuchami?
- Zasadnicza - odparła Bez Serca, zawsze chętna by uświadamiać ludzi - Żaby są zielone.
- Acha. - Odparł Książę Z Bajki, głęboko się nad czymś zastanawiając - A ropuchy nie są?
- Nie. One się codziennie malują na zielono, pozerki.
Książę nadal się nad czymś zastanawiał - Czyli ty, pani, jesteś żabą i do tego kobietą, jak mniemam?
- Można tak powiedzieć - odparła Bez Serca, choć czuła że ta odpowiedź wpędzi ją w kłopoty.
- W takim razie koniec moich poszukiwań, to ciebie właśnie szukałem, o pani! Czy mogę cię pocałować?
- Po co? - Żaba próbowała się jakoś wymigać.
- Ponieważ takie jest nasze przeznaczenie. Pocałuję cię i zdejmę zły czar rzucony na ciebie i wtedy powrócisz do swej prawdziwej postaci uroczej księżniczki i będziemy żyć długo i szczęśliwie!
Żaba Bez Serca zawsze wiedziała że będzie żyła długo i szczęśliwie, ale jej plany nie obejmowały zmiany postaci, ani tym bardziej, takiego idioty. Dlatego odpowiedziała prosto:
- Wal się na ryj, palancie. Kiedy ja powiedziałam że jestem księżniczką? Daj mi spokój i idź szukać swojej ropuchy. One są puszczalskie i dają się całować.
- Ależ pani, kim jestem by stawać na drodze przeznaczeniu? - Nalegał Z Bajki - Czy nie wiesz o tym, że miecz przeznaczenia ma dwa ostrza? Jeśli spróbujemy stawić mu czoła, niechybnie zostaniemy ukarani. O nic więcej nie proszę, lecz o jeden maly całusik - Książę zamknął oczy, wykrzywił wargi w sposób, który Żabie Bez Serca wydał się bardzo śmieszny i powoli zaczął pochylać się w jej stronę. Musiała zareagować.
Książę musiał wyczuć ruch Żaby, gdyż powoli zaczął otwierać oczy, lecz gdy tylko ujrzał koniec blastera kilka centymetrów przed swoją twarzą, powieki uniosły mu się tak wysoko, że prawie nie było ich widać.
- Ale przecież - zdążył powiedzieć zanim Żaba pociągnęła za spust i strumień energii trafił go prosto w czoło. Dezintegracji uległo prawie całe ciało. Prawie całe, gdyż oczy jeszcze przez chwilę wisiały w powietrzu. Odbijało się w nich uczucie niebotycznego zdumienia, które było ostatnią rzeczą jaką czuł książę. Lecz prawa fizyki są nieubłagane i oczy już po chwili uderzyły o ziemię.
- No, jednego palanta mniej. - Ucieszyła się Żaba Bez Serca - I Ziemia nie musi już dźwigać takiego ciężaru. Ależ ja jestem dobra. - Przez chwilę zadumała się nad dobrą stroną swej duszy, a potem powoli weszła na mostek.
Niewielki cień padający na nią spowodował że odwróciła się gwałtownie i wycelowała blaster w odpowiednią stronę, ale szybko go opuściła rozpoznając znajomy kształt. Na barierce mostka stał jej kumpel, Blackitty. Kot spojrzał w stronę dwóch rozpaćkanych oczu leżących u podstawy mostka i odezwał się:
- Nie to, żebym miał coś do tego, ale czy można wiedzieć dlaczego rozwalasz niewinnych ludzi?
- Bo mi to sprawia przyjemnosć - odparła Żaba - a poza tym on nie był niewinny. Widziałeś co chciał mi zrobić? On chciał - Żaba aż wzdrygnęła się na samą myśl - pocałować mnie. Pierdolony wariat.
- Pierdolony? Nie zauważyłem - Uśmiechnął się Blackitty zeskakując z barierki na mostek i powoli się przeciągając.
- Spadaj, kotku - Odparła Bez Serca dostrzegając jego ironiczny uśmiech, po czym wycelowała w jego stronę blaster.
- I co? Zastrzelisz mnie z zimną krwią? Mnie? Swojego starego kumpla? - Blackitty nadal używał ironii. - No coś ty, przecież tego nie zrobisz.
- Powiedziałam, spadaj - odparła Żaba i strzeliła prosto pod nogi kota. Spora część mostku wyparowała, a Blackitty stwierdził ze zdumieniem że już nie ma gruntu pod nogami i że prawa fizyki, które miały dzisiaj dobry dzień, upominają się o niego. - Wiem że koty zawsze spadają na cztery łapy - mówiła do siebie Bez Serca, odwracając się i odchodząc w stronę wschodzącego słońca - i naprawdę jestem ciekawa jak bardzo mu to pomoże, gdy wpadnie do wody. - Uśmiechnęła się i pomyślała że może ten dzień wcale nie będzie taki zły. Może jakoś przeżyje to słońce. I z tą napawającą otuchą myślą ruszyła dalej.




Powrót do poprzedniej strony