Nowy blaster



Większość ludzi powiedziałaby że to piękny dzień. Żadna chmura nie gościła na niebie, więc słońce korzystało z okazji i przygrzewało na maksa. Półmetrowa warstwa wczorajszego śniegu nie poddawała się jednak ciepłu i uparcie zalegała cały park. To wcale nie poprawiało humoru Żabie Bez Serca. Nie dość że niedawno straciła blaster i mikrofalówkę, to teraz jeszcze musiała przedzierać się przez śnieg, który nie bardzo chciał usuwać się z drogi. W pewnej chwili trafiła na bardzo upartą zaspę. W normalnej sytuacji blaster zrobiłby z nią porządek, ale dzisiaj... Żaba tylko westchnęła i, stwierdziwszy że obejście zajęłoby zbyt dużo czasu, zaczęła się przekopywać. Było to bardzo niewdzięczne zadanie więc nie zauważyła dwóch istot w białych strojach maskujących podbiegających do niej od tyłu. Jedna z nich wzniosła w górę pałkę i uderzyła Żabę w tył głowy.
- O rany, kto mi tak przysunął? - wrzasnęła Bez Serca, jednocześnie odwracając się by stawić czoła nowemu zagrożeniu. Niestety nie zdążyła zbyt wiele zrobić, gdyż drugi osobnik właśnie użył jakiegoś elektrycznego ogłuszacza. Żaba, która od kilku dni żywiła się tylko zimną pizzą, nie miała dość sił by utrzymać się na nogach i straciła przytomność.
Obudziła się. Przez chwilę leżała z zamkniętymi powiekami, próbując sobie przypomnieć co się ostatnio działo. Potem otworzyła oczy, ale nadal widziała jedynie ciemność. Spróbowała unieść dłoń do twarzy, lecz okazało się że nie może nią ruszyć. Prawdopodobnie była związana.
- Ach, nasza przyjaciółka obudziła się - odezwał się jakiś głos - Sierżancie, bądźcie tak łaskawi i zdejmijcie jej maskę z twarzy.
Chwilę później Żaba ujrzała światło i mogła wreszcie rozejrzeć się po pomieszczeniu. Obok niej stał jakiś mężczyzna w białym mundurze maskującym trzymający w dłoni kawałek materiału. Nieco dalej widać było drzwi i kolejnych dwóch uzbrojonych żołnierzy. Oprócz tego w pokoju był jeszcze jeden człowiek - siwy mężczyzna w białym stroju właśnie do niej podchodzący.
- Obudziłaś się? Widzisz mnie? - mężczyzna pomachał dłonią przed twarzą Żaby
- Pewnie że widzę, debilu. Przecież nie jestem ślepa.
- No właśnie nie byliśmy pewni. Taka operacja zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko.
- Jaka operacja? - zdziwiła się Żaba, która zawsze czuła się świetnie.
- Spokojnie, wszystkiego się dowiesz. Najpierw pozwól że się przedstawię. Jestem doktor Enstein i pracuję tutaj, w tym niezwykle tajnym kompleksie wojskowym. Pracujemy nad stworzeniem superżołnierzy i do dyspozycji mamy najnowsze technologie. A ty moja droga, będziesz miała okazję stać się jednym z nich. Na razie przerobiliśmy tylko nieco twoje oczy, ale już niedługo spróbujemy wyeliminować w tobie wszelkie uczucia. Usuniemy ci, że się tak wyrażę, serce. Oczywiście metaforycznie.
- To nie będzie trudne, - uśmiechnęła się Żaba - a co konkretnie z tymi moimi oczami jest teraz inaczej?
- Cóż, wszczepiliśmy ci niewielkie blast...
- Nic jej nie mów, Frank. Jeszcze nie jesteśmy pewni jej lojalności - rozległ się głos i do pomieszczenia wszedł mężczyzna w mundurze oficerskim.
- Ależ generale, żeby przetestować te blastery i tak będziemy musieli jej o tym powiedzieć. Równie dobrze możemy to zrobić teraz.
- Blastery? - zainteresowała się Żaba - A jak się ich używa.
- W zasadzie wystarczy że skupisz wzrok na jakimś miejscu i będziesz bardzo chciała wystrzelić - tłumaczył doktor Enstein.
- Zwariowałeś Frank? Teraz może spróbować uciec - wrzasnął generał, po czym zwrócił się bezpośrednio do Bez Serca - I tak ci się to nie uda. Nawet o tym nie marz.
- Wiesz co? - spytała Żaba. - Ponieważ jesteś taki miły, zabiję cię na końcu.
- Twoje groźby na nic ci się nie zdadzą, ropucho. Widzisz tamtych żołnierzy? - wskazał na strażników przy drzwiach.
- Tak, nawet bardzo dobrze - oparła Żaba unosząc lekko głowę i robiąc zeza, żeby spojrzeć na obu jednocześnie. Potem spróbowała użyć blasterów, co okazało się nadzwyczaj łatwe. Dwie czerwone smugi przemknęły przez pokój i po chwili zamiast dwóch ludzi w mundurach przy drzwiach znajdowały się tylko dwie pary oczu i dwa mundury pod dwoma dymiącymi hełmami.
Bez Serca nie marnowała czasu. Kolejny strzał zamienił w kałużę sierżanta wciąż trzymającgo maskę, a następnym udało jej się uwolnić. Teraz stała na łóżku jak pradawny demon zemsty i znacząco wpatrywała się w generała.
- Dobra ropucha, dobra - powtarzał ten powoli cofając się w stronę drzwi. - Pamiętasz? Obiecałaś zabić mnie na końcu.
- A tak. Pewnie myślałam o kimś innym - Żaba uśmiechnęła się paskudnie i nacisnęła spust. Metaforyczny. Potem zwróciła się w stronę naukowca - Co jest doktorku? Tobie dam chwilkę, więc lepiej uciekaj jak najszybciej - Nadzieja zagościła na twarzy doktora - Albo nie. Rozmyśliłam się.
Pięć minut później z pokoju wyszedł najdziwniejszy żołnierz świata. Na głowie miał krzywo założony hełm, a jego skóra niewiele się różniła kolorem od reszty munduru. Nie wspominając już o takiej drobnostce że nie był to mężczyzna. Osoba ta rozejrzała się po korytarzu i powoli poczłapała w stronę wejścia do windy. W środku z przyzwyczajenia nacisnęła guzik na samym dole.
Winda zjechała kilka pięter w dół po czym drzwi otworzyły się. Za nimi znajdowało się olbrzymie pomieszczenie pełne dziwnych pojemników, jakichś buczących urządzeń, komputerów, a także naukowców i żołnierzy.
- Co tutaj robicie, szeregowy? - spytał jakiś oficer podchodząc do Żaby, która nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć, więc tylko spojrzała na niego. - I co się tak gapicie? Odpowiadajcie - wrzasnął, a zaskoczona Bez Serca wystrzeliła.
Widząc swego dowódcę, czy raczej jego resztki padające na podłogę strażnicy zaczęli przeładowywać broń, ale Żaba już się opanowała i właśnie nawalała po wszystkim w zasięgu wzroku. Komputery eksplodowały sypiąc iskrami, żołnierze znikali, naukowcy biegali wrzeszcząc i machając rękami, a całe pomieszczenie wyglądało jak uosobienie chaosu. W pewnej chwili szkłopodobna powłoka jednego z pojemników pękła i ze środka wyskoczył dziwny stwór. Cały czarny, w lśniącym pancerzu, pochylony, biegał niezwykle szybko. Wyglądał bardzo ładnie i Żaba zastanawiła się czy nie zabrać go ze sobą do domu. Szczególnie spodobały jej się zęby. Szczęka otwierała się, a następnie wydostawała się stamtąd druga, mniejsza, na specjalnym wysięgniku. Lecz chwilę później zobaczyła co stworzenie zrobiło z jednym z naukowców i doszła do wniosku że za bardzo brudzi, więc w domu tylko by przeszkadzało. Tymczasem, choć wydawało się to niemożliwe, chaos w sali jeszcze się powiększył. Żołnierze strzelali teraz do wszystkiego co się tylko ruszało, często do siebie nawzajem, a stwór biegał po ścianach i z łatwością zdobywał nowe ofiary. Żaba uznała że robi się niebezpiecznie i tym razem nacisnęła przycisk na samej górze. Jakiś żołnierz wsadził rękę do środka windy, próbując zatrzymać zamykające się drzwi, ale Bez Serca z wrodzoną delikatnością przykopała mu w palce dłoni, a następnie wyrzuciła z windy.
W trakcie drogi na górę winda zaczęła nagle trząść się. Czasami zatrzymywała się by po chwili ruszyć dalej. Gdy wreszcie dotarła do celu, Żaba szybko ją opuściła i odetchnęła z ulgą. W tej samej chwili usłyszała jakiś straszny huk, całym budynkiem potężnie zatrzęsło a winda urwała się i poleciała w dół.
Żaba nie przejęła się tym zanadto. W końcu wyszła z windy, więc nie obchodziło jej co się działo później. Rozejrzała się po korytarzu, lecz czerwone, migające lampki i jakieś wycie strasznie przeszkadzały się skupić. Dlatego wybrała kierunek na ślepo i poszła. Niedaleko było pomieszczenie z kilkoma szklanymi pojemnikami. Tylko jeden z nich był pełen jakiegoś płynu, w którym umieszczono człowieka. Na twarzy miał zawieszoną maskę. Ponieważ Żaba i tak nie miała nic lepszego do roboty, strzeliła w pojemnik i zrobiła w nim sporą dziurę. Płyn wylał się przez nią, a mężczyzna wyleciał razem z nim. Po chwili jęknął i zaczął się podnosić. Bez Serca nie zdążyła mu pomóc, ponieważ nieoczekiwany hałas z tyłu, zmusił ją do odwrócenia się. Do sali wbiegło kilku wartowników. Żaba strzeliła do jednego, lecz nie zdążyła powystrzelać wszystkich gdyż w tym momencie minął ją bardzo szybko człowiek z pojemnika. Bez Serca ze zdumieniem obserwowała półmetrowe pazury wysuwające się z jego rąk, a następnie sprawność z jaką pokroił przeciwników. Niestety nie skończyło się na tym. Mężczyzna najwyraźniej wpadł w jakiś szał gdyż rzucał się na wszystko, a nawet próbował ciąć ściany. Żaba zdecydowała że bezpieczniej będzie szukać wyjścia na własną rękę i skierowała się do kolejnego korytarza.
Szczęście jej sprzyjało, gdyż już po kilku minutach znalazła jakąś drabinkę, a gdy po niej weszła, zauważyła że jest na dachu. Podbiegła do krawędzi i okazało się że ziemia znajduje się raptem jakieś trzy do czterech metrów poniżej. Przed nią rozpościerał się placyk pełen biegających w panice żołnierzy, lecz dawało się też zauważyć kilku jeżdżących jeepami, albo na wojskowych motocyklach. Jedynym co pozostawało do zrobienia, było zejście na dół. Na szczęście właśnie pod budynkiem przebiegał jakiś wojskowy o całkiem sporych wymiarach.
- Hej, ty! Wielkoludzie! Złap mnie! - krzyknęła Żaba, po czym skoczyła, prosto w objęcia nieznajomego.
Szeregowy Mystix nigdy nie dowiedział się co go trafiło. Gdy siedemdziesiąt kilo żywej żaby spadło mu na głowę, spowodowało utratę przytomności i kilka drobnych urazów.
- Mężczyźni - skomentowała Żaba, gramoląc się z leżącego pod nią człowieka. - Zawsze się chwalą że potrafią udźwignąć kobietę, a potem się okazuje że i tak kłamali. Jak zwykle.
Następnie Bez Serca rozejrzała się, planując kolejny ruch. Na początku podniosła czerwony beret leżącego żołnierza i założyła sobie na głowę, ponieważ było jej zimno, a hełm gdzieś się zawieruszył. Potem podbiegła kawałek i gdy jeden z motocyklistów przejeżdżał obok niej, strzeliła w niego. Pojazd pozbawiony kierowcy wywrócił się, ale Żaba już przy nim była. Z łatwością podniosła go i usiadła w fotelu. Potem wrzuciła sprzęgło, bieg i dodała gazu. Ruszyła stawiając przednie koło w górze i zostawiając za sobą ślad palonej gumy na asfaltowej nawierzchni placu. Żołnierze pierzchali na wszystkie strony, gdy pędziła w stronę ogrodzenia wyciskając z maszyny co tylko się dało. Co prawda metalowa brama odgradzała bazę od świata zewnętrznego, ale blastery w oczach okazały się naprawdę świetne. Żaba minęła dymiące resztki zawiasów i popędziła przed siebie. Żegnała ją potężna eksplozja i podmuch ciepłego powietrza.
Droga nie była najlepsza i prowadziła przez las, ale była jedyną widoczną w okolicy, więc Żaba podążała nią z konieczności. Nie ujechała daleko gdy nagle zauważyła dziwne sanie, które utkwiły pomiędzy dwoma drzewami. Na bocznej ściance widać było ślady po kulach. Już chciała je ominąć, gdy nagle pomyślała że może znajdzie się tam coś do jedzenia. Zsiadła z motocykla, podeszła bliżej i wtedy usłyszała jęk. Z sań wygramolił się jakiś brodaty dziadek, ubrany w czerwony strój.
- A to łajdaki - wymamrotał. - Do mnie strzelają? Do mnie? Tylko rózgi dla nich. Sanie mi uszkodzili, renifery powystraszali. A bodaj szlag trafił tych żołdaków.
- Zdaje się że już trafił - stwierdziła Żaba podchodząc bliżej. - Nie masz czegoś do jedzenia, dziadku?
- Może i mam. A nie pomogłabyś mi wydostać sań spomiędzy tych drzew? Sam nie dam rady.
- Nie ma sprawy - Żaba uruchomiła blastery i po kilku strzałach jednego z drzew już nie było. Sanie stały wolne.
- Świetnie, świetnie. Mam tu coś dla ciebie - Dziadek pogrzebał w worku i już miał coś wyciągnąć, gdy nagle jakby sobie coś przypomniał. - A byłaś grzeczną żabką?
- Nie - Żaba uśmiechnęła się szczęśliwa że może się pochwalić.
- Ale przecież na pewno pomagasz innym, bo ja wiem, karmisz kaczki albo coś podobnego.
- Nie - uśmiech jeszcze poszerzył się odsłaniając zęby. - Właściwie to jest odwrotnie, kaczki karmią mnie.
- Ale na pewno pomagasz starszym. W każdym razie mnie pomogłaś, więc prezent ci się należy - dziadek poweselał mówiąc te słowa, po czym wręczył Żabie prezent owinięty w papier w małe, uśmiechnięte kaczuszki.
Bez Serca szybko zajrzała do środka. Okazało się że to kuchenka mikrofalowa i to całkiem niezły model.
- A gdzie gwarancja? - spytała podejrzliwie. - I co z tym żarciem?
- Gwarancja jest w środku, natomiast co do jedzenia to obawiam się że mam tylko to - gdy Żaba zaglądała do pudełka dziadek wyciągnął paczuszkę z czekoladowymi serduszkami.
- Czemu tak mało? - podziękowała Żaba biorąc ciasteczka. - Więcej nie ma?
- Dostaniesz w przyszłym roku, jeśli będziesz grzeczna - odparł nieznajomy, po czym widząc minę Żaby, zawołał coś do reniferów a sanie szybko wzbiły się w powietrze. Pomachał na do widzenia, a w odpowiedzi smuga z blastera mało nie odstrzeliła mu ręki.
Żaba jeszcze przez chwilę ponarzekała na skąpców, co nawet nie wiedzą ile słodyczy należy dawać, po czym wsiadła na motocykl i pojechała dalej. Szybko dotarła do lepszej drogi, gdzie mogła przyspieszyć.
Nie wiedziała gdzie jest, nie miała zapasów, ani pojęcia na jak długo starczy jej benzyny. Droga do domu mogła być długa, ale Żabie w tej chwili to nie przeszkadzało. Pędziła szosą na zdobycznym, wojskowym Harleyu, czując jak wiatr owiewa jej twarz i zostawiając za sobą wszystkie troski. Było świetnie, a przecież tylko to się liczy.




Powrót do poprzedniej strony