Bajkowa rzeczywistość



Żaba Bez Serca człapała sobie bez pośpiechu przez las. Normalnie wolała polować w dziesięciomilowym parku, który mieścił się o rzut kamieniem od jej domu - swego czasu dokładnie zmierzyła odległość. Niestety niedawno wszystkie kaczki wyniosły się stamtąd i park nie był już tak zabawny. Las też jakoś nie spełniał oczekiwań Żaby. Było ciemny, bardzo zarośnięty i nie zawierał żadnych kaczek. Bez Serca właśnie kierowała się w stronę jego krawędzi, kiedy natknęła się na mniej więcej dwudziestoletnią ludzką dziewczynkę, z długimi włosami koloru blond, w czerwonej sukience i bardzo gustownej czapeczce w tym samym kolorze.
- Yo! - rzuciła dziewczyna.
- Chwilunia, znamy się? - zdziwiła się Żaba.
- Ty grałaś w Starych Wojnach IV - dziewczyna bez trudu wymówiła rzymskie cyfry. - Świetna rola. Słuchaj, razem z kilkoma znajomymi organizujemy imprezę. Właśnie niosę zapasy. Nie chciałabyś przyjść?
- A co tam masz w siatce?
Ubrana na czerwono osoba zajrzała do środka i zaczęła powoli wyliczać:
- Wino... placek... wino... wino... i tak jeszcze przez jakieś sześć butelek.
- Tanie wino?
- Aha. To dobrze?
- Oczywiście że tak, wszyscy wiedzą czemu tanie wina są dobre.
- Eee, ja nie wiem - zmartwiła się dziewczyna.
- Bo są dobre i tanie. Logiczne. To gdzie ta impreza?
- U takiego jednego gościa. Nazywa się Babcia i mieszka po drugiej stronie lasu.
- To idziemy.
Nie udało im przejść nawet kilku metrów, gdy zza drzew wylazł wilk. Miał na sobie źle dopasowane spodnie z krokiem w okolicach kolan, krótko obcięte włosy, a gdy się odezwał od razu dało się zauważyć kolczyk w języku.
- Cześć laleczki. Może przejdziemy się na tę imprezkę razem?
- A kto ty w ogóle jesteś? - spytała dziewczyna, a Żaba ukradkiem podniosła coś z ziemi.
- Ja? Jestem Big Bad Wolf, Masta Gangsta i Wielki Bossu.
- Z Kampinosu - rzuciła Żaba. - A wiesz że to zamknięta impreza? Żeby tam wejść trzeba mieć specjalny znak.
- Jaki znak?
- Taki - Żaba podeszła do wilka i otworzyła dłoń, w której trzymała... zwykły, spory kamień. A potem z całej siły przyłożyła nim w skroń Big Bada. Gdy już upadł, dla czystej satysfakcji przykopała mu jeszcze dwukrotnie.
- To co? Na imprezkę?
- Acha - potwierdziła dziewczyna z fascynacją wpatrzona w Żabę.
Drogę przez las zagrodziła im rzeka. Ani Żaba, ani dziewczyna w czerwonym stroju nie znały lasu, więc udały się wzdłuż niej na poszukiwania mostu. Po kilku minutach zauważyły dziwną rzecz. Po rzece płynął sobie spokojnie jakiś szarawy osiołek. Właściwie nie tyle płynął co podążał z nurtem, gdyż nie wykonywał żadnych ruchów, które pozwoliłyby mu na sterowanie. Po chwili rzeka doniosła go do mostu, na którym stały dwie postacie zabawiajace się rzucaniem kamieni do wody. Niestety osiołek miał pecha, ponieważ gdy tylko pojawił się po drugiej stronie mostu, jeden z kamieni trafił prosto w niego i wciągnął pod wodę. Żaba nie przejęła się tym, razem z przyjaciółką ciesząc się że wreszcie znalazły przejście na drugą stronę rzeki. Po kolejnym kwadransie dotarły do końca lasu i z daleka zauważyły jasno oświetlony dom, z którego dobiegały dźwięki "Whisky in the jar" Metallici.
- Mam nadzieję że to nie taka imprezka, jak ta na teledysku - rzuciła Żaba.
- Na pewno nie - odpowiedziała dziewczyna. - Będzie kilku facetów.
Miała rację. Gdy dotarły do drzwi domu zauważyły tam wilka mocno gestykulującego i próbującego przekonać młodego, dość postawnego faceta żeby go wpuścił.
- Zobacz! Mam znak - pokazywał na swoją posiniaczoną skroń. - Zrobiła mi go taka ropucha.
- Nie znam żadnej ropuchy. O, cześć Brit - rzucił w stronę dziewczyny w czerwonym stroju.
- Cześć James - rzuciła w odpowiedzi blondynka. - Możemy wejść?
- Jasne.
- To ona, to ta ropucha - wrzasnął wilk, gdy Żaba i Brit wchodziły do domu.
- Jaka ropucha? Przecież to żaba. Nie widzisz różnicy głąbie? Znikaj stąd, bo nie mam ochoty tracić na ciebie czasu - odparł James i zamknął Big Badowi drzwi przed nosem.
- Dobrze mu powiedziałeś - stwierdziła Brit gdy razem kierowali się do środka. - Przecież wszyscy wiedzą że żaby są naturalnie zielone, a ropuchy się malują.
Żaba Bez Serca wybałuszyła na nich oczy. Skąd oni to wiedzieli? Ropuchy pilnie strzegły tego sekretu. Ona jedyna ośmieliła się wyjawiać go, głównie dlatego że nie lubiła ropuch, ale także ponieważ wiedziała że dysponuje niezłym blasterem i nie musi obawiać się zemsty.
Okazało się że na imprezce było jeszcze kilka całkiem rozsądnych i ciekawych osób. Żaba bawiła się tak dobrze że w pewnym momencie zaczęła nawet tańczyć na stole, co spotkało się z powszechnym entuzjazmem. Niestety jej występ został nagle przerwany przez czarną istotę, która pojawiła się w kominku, wylądowała prosto na płonących polanach i przypaliła sobie spodnie. Dopiero gdy wrzeszcząc z bólu wyskoczyła ze środka, Żaba i jej nowi znajomi ze zdziwieniem rozpoznali w tym przyczernionym i nadpieczonym stworze Big Bad Wolfa.
- No nie. Tego już za wiele - wrzasnęła Żaba zeskakując ze stołu i podchodząc do niego. - Przerwałeś mój występ, palancie i zostaniesz za to surowo ukarany. W imieniu księżyca - dodała po chwili.
- A co mi zrobisz? Czy już mogę się bać? - drwił wilk.
- Sama nie wiem czemu to robię, ale ostrzegam cię że jeśli zaraz stąd nie znikniesz zadam ci ból, jakiego jeszcze nie doznałeś.
- Jasne. Taka mała paskuda miałaby mnie skrzywdzić? Ja jestem Big Bad Wolf, Masta Gangsta, Wielki Bossu. To ja jestem zły, rozumiesz? Ja. Zły - Następnie wilk pokazał Żabie język, przy okazji prezentując tkwiący w nim kolczyk.
Bez Serca nie miała zamiaru się z nim cackać. Zdecydowanym, szybkim ruchem chwyciła za kolczyk i mocno pociągnęła. Wilk zaskowyczał i pobiegł do drzwi, zostawiając Żabie w dłoni kawałek metalu, który jeszcze przed chwilą tkwił w jego paszczy.
- *To* jest złe, chłopaczku - mruknęła Bez Serca, po czym cisnęła kolczyk do popielniczki.
- Fajne - stwierdziła Brit, podchodząc do niej. - Nauczysz mnie jak być tak bezlitosną?
- Nie wiem czy masz zadatki - odpowiedziała Żaba bacznie się jej przyglądając. - Ale o tym się dopiero przekonamy. Przypomnij mi po imprezie, dobra? A teraz chodź. Zatańczymy razem na stole - uśmiechnęła się.




Powrót do poprzedniej strony