Stare wojny



Do Żabiego Bagna powoli docierała wiosna. Śniegu już prawie nie było, słoneczko grzewało przyjemnie i nic nie zakłócało ciszy poranka. Zazwyczaj. Tym razem było trochę inaczej.
- Jane? Ja ci dam Jane - dało się słyszeć z domu Żaby Bez Serca.
W chwilę później jej drzwi otworzyły się i wyleciał stamtąd bardzo szybko półnagi mężczyzna, a w ślad za nim jego ubranie, jakiś obrazek, wazonik, młotek a nawet tasak. Ten ostatni przedmiot trafił nawet mężczyznę w głowę, ale na szczęście trzonkiem, więc tylko nabił mu guza i przewrócił na ziemię. Żaba stała jeszcze przez chwilę i darła się, podczas gdy on bardzo szybko zebrał swoje rzeczy i próbował się ewakuować, ale w pośpiechu wyskoczył na ulicę, prosto pod nadjeżdżającą czarną limuzynę. Odrzuciło go na bok, lecz szybko się pozbierał i uciekł kulejąc lekko, ścigany wrzaskami Żaby obiecującej mu wymyślne tortury, jeśli jeszcze kiedykolwiek zjawi się w okolicy.
Tymczasem z limuzyny wysiadło dwóch mężczyzn i skierowało w stronę domu Żaby. Pierwszy miał już swoje lata, choć nie był stary. Wyróżniał się też lekko posiwiałą brodą. Drugi, młodszy, wyglądał na asystenta. Obydwaj podeszli spokojnie do Żaby i wtedy młodszy odezwał się.
- Pani Żaba Bez Serca?
- Może - odpowiedziała Żaba, nie wiedząc czego się po nich spodziewać.
- Nazywam się Steve, a to jest pan George El, znany reżyser i producent filmowy. Mamy dla pani pewną propozycję.
- Jaką propozycję?
- Cóż, chcielibyśmy aby zagrała pani w najnowszym filmie pana El. Jest pani idealną kandydatką.
- Nie interesuje mnie to. Mój tata grał w filmie i jakaś banda najpierw ukradła mu ulubioną zabawkę, a później jakaś dziwka udusiła go łańcuchem, a wszystko to na planie filmowym. Wam, filmowcom nie wolno ufać.
- Zmuszeni jesteśmy nalegać. Tylko pani pasuje do tej roli.
- Powinniście porozmawiać z moją kuzynką, Żabcią Bez Mózgu.
- Pani Bez Mózgu grała w moim filmie - odezwał się George. - Niestety zdarzył się przykry wypadek i nie może dokończyć zdjęć. Przez to ja nie mogę ukończyć filmu i potrzebuję kogoś, kto ją zastąpi. Pani jest idealną kandydatką. Oczywiście otrzyma pani odpowiednią gażę.
- Dużą? - zainteresowała się Żaba?
- Jestem skłonny do sporych ustępstw żeby tylko skończyć film w terminie. Proszę podać swoje warunki.
- Muszę się zastanowić. Wejdźcie panowie do środka. Może skosztujecie kaczki? Po kantońsku.
W ten oto sposób Żaba otrzymała główną rolę w filmie Stare Wojny część II - Atak Clownów. No, powiedzmy jedną z głównych ról, bo okazało się że film opowiadał o dziejach kilku różnych osób. Humoru nie psuł jej wcale fakt że musiała grać rolę męską. Jej postać, Dżabba zwany Kapeluszem był gangsterem i wielką szychą na planecie, na której rozgrywała się część akcji filmu. Był duży, wredny i miał władzę, Żaba wcale nie musiała się wysilać żeby dobrze się w niego wczuć. Bardzo szybko zaprzyjaźniła się z dziewczyną grającą królową. Była ona bardzo sympatyczna, a także całkiem ładna nawet biorąc pod uwagę fakt że nie była zielona. Jej rola była trochę pechowa, ponieważ producenci zmuszali ją by codziennie nosiła inne ciuchy. Mówili że królowej nie wypada pokazywać się dwukrotnie w tym samym ubraniu i zawsze dawali jej nową kreację. Według Żaby gościu który je projektował musiał jechać na mocnych prochach, bo połowa z tych sukienek wyglądała jak coś zupełnie innego i była absolutnie niepraktyczna. Bez Serca widząc niedolę dziewczyny zlitowała się nad nią i często razem chodziły po zdjęciach napić się czegoś i ponarzekać na mężczyzn. A powodów do narzekań im nie brakowało, bowiem kolejną główną rolę, tym razem rycerza, grał pyszałkowaty młodzik, któremu głupkowaty uśmieszek nie schodził z twarzy. Nosił też bardzo cienki i dość długi warkoczyk. Z niewiadomego powodu nazywano go Annie i był wściekle irytujący, ale według scenariusza królowa miała być w nim zakochana. Biedna dziewczyna musiała straszliwie się męczyć udając. Niedawno żaliła się Żabie że już ledwo znosi tego debila i że chętnie by mu starła ten uśmiech z gęby, ale nie może, dopóki nie nakręcą filmu. Na szczęście do końca zdjęć zostało już niewiele czasu. Właśnie nadeszła pora na jedną ze scen z Żabą.
Annie wkroczył do podziemnej jaskini, siedziby Kapelusza.
- Witaj, Dżabba - odezwał się i jak zwykle uśmiechnął głupkowato.
- Żaba.
- Dżabba.
- Żaba.
- Dżabba - mruknął znieciepliwiony Annie.
- Chyba lepiej wiem jak się nazywam.
- Słuchaj no, ty głupia ropucho... - chłopaczek nie dokończył, bo Żaba była już przy nim, już trzymała go w górze i mocno ściskała za gardło.
- Żabo! Zrozumałeś palancie? Nie ropucho. Żabo. A dla ciebie pani Żabo.
- Stop, stop. Cięcie - Wrzasnął George. - Puść go, bo jeszcze się udusi, a to nie może się zdarzyć dopóki nie skończę filmu.
Bez Serca posłusznie upuściła Annie'ego, ktory runął na posadzkę i próbował walczyć o oddech.
- Khhh, khhh... dzięki, khhh, panie El, khhh.
- To już kręciliśmy? - zdziwiła się Żaba. - Myślałam że to tylko próba. Sorry, Anka - poklepała chłopaka po plecach.
- Ty, khhh, khhh, ja ciebie załatwię, khhh, khhh - Młody wstał i wyciągnął przed siebie ręce zakrzywiając palce jakby zaciskał je na gardle Żaby. Tyle że duszenie na odległość najwyraźniej mu nie szło, Żaba stała niewzruszona.
- Poćwicz trochę więcej chłopcze, bo ci słabo idzie. A w ogóle to mógłbyś wymyśleć własne sztuczki. Tę już widziałam na jednym filmie.
- Dobra! Wszyscy na miejsca. Kręcimy - krzyknął Steve i zaczęli nagrywać.
Annie znowu stanął przed Żabą, ustawił się w bardzo patetycznej pozie i zażądał żeby Dżabba wypuścił wszystkich niewolników. Bez Serca przez chwilę słuchała go ze znudzeniem, a później jedną ręką chwyciła go za warkocz, a drugą leniwie sięgnęła po leżący na stoliku obok blaster i strzeliła. Rycerzyka odrzuciło do tyłu, rąbnał plecami o ścianę aż coś strzeliło i opadł na ziemię. O dziwo, nadal uśmiechał się w typowy dla siebie, czyli wściekle głupi sposób. Żaba tymczasem wpatrywała się w trzymane w garści, nieco okrwawione włosy.
- Cięcie, cięcie - krzyczał Steve, ale George przerwał mu.
- Nie, to było niezłe. Wiem nawet co możemy z tym zrobić. Sfrustrowany porażką Annie poddaje się złu. Dżabba nie zabił go, ale poważnie pocharatał i będzie trzeba podłączyć go do cybernetycznego ciała. Niezłe.
- Ale nawet nie wiemy czy chłopak żyje, a nawet jeśli, to jest nieźle poraniony. Spójrz tylko na jego głowę, cała pokrwawiona - oponował Steve.
- To założy mu się machę na twarz i będziemy mieli spokój. To koniec zdjęć na dzisiaj. Teraz już tylko zmontować, dołożyć efekty specjalne i muzykę i zbierać kasę - George zatarł ręce.
Tymczasem do leżącego na ziemi Anniego podeszły Żaba i królowa. Pierwsza rzuciła mu warkoczyk na pierś.
- Patrz, a on dalej się śmieje - stwierdziła dziewczyna grająca królową.
- Znam sposób, który niezawodnie pozbawia takich uśmiechów i wywołuje łzy. Trzeba tylko naprawdę mocno kopnąć w odpowiednie miejsce.
- Chyba wiem o czym mówisz. Mogę?
- Proszę bardzo - Żaba odsunęła się na bok.
Królowa przytrzymała sukienkę rękami, wzniosła jedną nogę i z całej siły opuściła władowując w cios całą frustrację z udawania miłości do niego. Kopnięcie było bardzo celne. Chłopak zawył i oczy mu się zaszkliły. Już się nie śmiał.
- Wiesz, przez cały dzień narzekałam że muszę nosić szpilki z pięciocentymetrowym obcasem, ale opłacało się - królowa uśmiechnęła się do Żaby. - To co? Skoczymy gdzieś.
- Jasne. Mamy czym się cieszyć i co obgadać.
- No, nie codzień się zdarza że twoje marzenia się spełniają.
- Marzenia spełniają się, jeśli im w tym pomagasz - stwierdziła Żaba. - A ja lubię pomagać swoim.
- Coś w tym jest, wiesz?
- Wiem. Prawda.




Powrót do poprzedniej strony