Żaba się bawi



Ostatni dzień tego roku powoli zbliżał się do końca. Żaba Bez Serca zastanawiała się właśnie czy pójść na imprezę sylwestrową, na którą została zaproszona. Będąc strasznym leniem wolała się zakopać pod ciepłą pierzynką z jakąś podgrzaną w mikrofali pizzą. Z drugiej strony ostatnio bardzo mało się działo, a na imprezie miało być mnóstwo znajomych, z którymi można pogadać, oraz nieznajomych, których można postraszyć, zdezintegrować, albo powiesić na drzewie, zależnie od humoru. Żaba potrafiła docenić dobrą rozrywkę i w końcu zdecydowała że pójdzie.
Miejsce w którym odbywała się impreza nie znajdowało się daleko, ale Żaba i tak postanowiła pojechać tam samochodem. Szczególnie że przed domem sąsiadów ktoś postawił takie śliczne, nowiutkie BMW. Szkoda by było, gdyby ktoś je ukradł - pomyślała Bez Serca i wpakowała się za kierownicę. Już po chwili ruszyła z piskiem opon, wpadła na kubeł na śmieci, bo jakiś kretyn zostawił samochód na wstecznym, zmieniła bieg i pojechała w miasto.
Dziesięć minut później dojechała pod odpowiedni dom. Na pierwszy rzut oka nie widać było wolnego miejsca do parkowania, ale Żabie niewiele rzeczy potrafiło sprawwić problem. Pół metra wolnego między jakimś mercem i audi spokojnie wystarczyło. Wyszła z wozu trochę skołowana, spojrzała na pojazd, którym tu dotarła i stwierdziła że jego właściciel to jakaś szuja, bo kompletnie o niego nie dba. Gdybym ja miała takie cacko - pomyślała - to bym na nie chuchała i dmuchała, a on? On musi teraz jeździć wrakiem. I dobrze mu tak - dodała ze złością.
Skierowała się w stronę domu z którego dobiegała głośna muzyka. Trochę za głośna jak na gust Żaby, więc od razu postanowiła że pierwszą rzeczą jaką zrobi po wejściu będzie dorwanie się do stereo.
- O! Żaba Bez Serca - dobiegło ją wołanie.
Natychiast się rozejrzała, jednocześnie szykując się do wyciągnięcia blastera, gdyby się okazało że to Front Uwalniania Ciemiężonych Kaczek Męczonych Ekstremalnie. Na szczęście dla kaczek to nie one natknęły się na Żabę, lecz dwa dziwnie wyglądające koty.
Mniejszy z nich był czarny, lecz nosił na sobie koszulkę w poprzeczne biało-niebieskie paski, a na jednym oku opaskę. Drugie świeciło mu się na żółto. Prócz tego miał przewieszony przez plecy miecz. Wyglądał jak pirat, a raczej jak ktoś kto słyszał jak wyglądają piraci i postanowił się upodobnić. Bez Serca znała go dobrze. To był Blackitty. Obok niego szła wyrośnięta kotka. Właściwie to żaden porządny kot nie powinien mieć takich rozmiarów. Była większa od pierwszego z brzegu Pitbula.
- Sie masz, Blackitty - powitała znajomego Żaba. - A co się stało z Alice?
- Miśku, pozwól jeszcze raz. - odparł kot zmieniając swój głos, co oznaczało że kogoś cytował - To jest właśnie Alice. Chociaż właściwie powinnaś się do niej zwracać Cluecat. To jej prawdziwe kocie imię. - dodał już normalnie wskazując na monstrualną kotkę obok siebie.
- Jak sobie chcesz. Bardziej mnie ciekawi czemuś się tak wystroił, jak szczur na owarcie kanału?
- Jak to? To ty nie wiesz? Przecież ta impreza to właściwie bal maskowy. Połowa gości będzie przebrana. Cluecat, na przykład, jest kotołakiem, a ja piratem - powiedział dumnie Blackitty.
- Nie. Serio? Nigdy bym się nie domyśliła. A Clamtougha chyba zabiję. Nic mi nie powiedział że to popierdolony bal przebierańców. Mówił że będziemy terroryzować innych.
- Inaczej byś nie przyszła - stwierdził kot - Poza tym w ten sposób od razu wprawił cię w nastrój do terroryzowania.
- Fakt - Żaba uśmiechnęła się szeroko. - Choćmy kogos zzapować - powiedziała klepiąc się znacząco po kieszeni w której trzymała blaster. Gest ten musiał przypadkiem uruchomić broń, gdyż ta wystrzeliła. Cienki promień wypalił niewielką dziurę w kieszeni spodni Żaby, a następnie trafił prosto w BMW którym przyjechała. Gdy opadł kurz na parkingu, pomiędzy mercem a audi, stały już tylko cztery opony.
- No, od razu mi lepiej - powiedziała Bez Serca i ruszyła w stronę wejścia, a Blackitty i Cluecat za nią. W środku było mnóstwo ludzi, z których część zagradzała wejście do środka. Tylko przez chwilę, bo juz kilka strzałów z blastera później cała trójka nie miała problemów z przejściem.
- Rozdzielmy się - wrzasnęła Żaba, żeby przekrzyczeć muzykę - Wy pójdziecie opanować rozgłośnię i trochę ściszycie muzykę, a ja poszukam tego drania, Clamtougha.
Nie usłyszała odpowiedzi, ale zauważyła że oba koty przeciskają się przez tłum w inną stronę, więc uznała że zrozumiały jej słowa. Sama również zaczęła krążyć wśród ludzi. Ponieważ panował spory tłok musiała użyć swojej ulubionej metody chodzenia. Najpierw bardzo mocno stawała ludziom na nogach, a gdy odwracali się w jej stronę, patrzyła im prosto w oczy i mówiła znaczącym tonem: Przepraszam. Skutkowało za każydm razem.
Wreszcie dostrzegła Fenrie'ego, pupilka Clamtougha, przystanęła więc i zaczęła skanować wzrokiem okolicę. W pierwszej chwili nie zwróciła uwagi że Fenrie'ch jest dwóch, ale gdy to do niej dotarło, wiedziała już wszystko. Przecież to był bal maskowy. Za kogo mógł się przebrać Clamtough jeśli nie za swojego ulubieńca? Postanowiła do niego podejść, gdy nagle ktoś zastąpił jej drogę.
- Hej, piękna. Zatańczysz? - Odezwał się młody blondas najwyraźniej przebrany za wilkołaka. Na plecach miał jakieś postrzępione futro, a do dłoni przyczepione sztuczne pazury. - A tak swoją drogą, świetny masz kostium. Tak obleśnej żaby dawno nie widziałem.
Bez Serca nie wiedziała co myśleć o tym gościu. Najpierw ją obraża, później prawi komplementy. Na wszelki wypadek postanowiła go postraszyć. Wyciągnęła blaster i wycelowała w jego stronę.
- No coś ty, żabciu? Przecież mnie nie zastrzelisz?
Oczy Żaby natychmiast sie zmrużyły.
- Błąd - powiedziała i nacisnęła spust. Nic się nie stało. Zdziwiona nacisnęła jeszcze raz, a potem drugi, ale broń uparcie odmawiała posłuszeństwa.
- Et tu, blaster? - spytała, ale wilkołak już wyciągał dłoń by porwać ją do tańca.
W ostatniej chwili została uratowana. Najpierw muzyka nieco przycichła, a następnie po prawej stronie rozległ się przeraźliwy wrzask i chwilę później na blondasa wpadło coś przebrane za nietoperza i straszliwie wyjące. Wilkołak przewrócił się, a Żaba natychmiast wykorzystała przewagę, doskoczyła i jednym precyzyjnym kopnięciem wybiła mu tańce z głowy. Choć prawdę powiedziawszy, nie w głowę kopnęła.
- Uaaa, no już lepiej - mówiło nietoperzowate cóś podnosząc się z podłogi. Po chwili stanęło niepewnie na ośmiu chybotliwych nóżkach i rozejrzało się dookoła. - Mam nadzieję że to nie moja wina - powiedziało widząc zwijającego się z bólu wilkołaka - Naprawdę byłoby mi przykro gdybym to ja go tak urządził.
- Nie martw się, to tylko chroniczny atak pewnej genetycznej choroby. - Powiedziała Żaba, choć przez chwilę korciło ją, żeby okłamać nowego.
- Serio? - ucieszył się stwór, w którym można było rozpoznać pająka, jeśli się bardzo wysiliło. - To świetnie. A tak w ogóle to może się przedstawię. Jestem Adalbert, pająk Adalbert. - Przy słowie pająk, stworzenie wyraźnie się skrzywiło.
- Żaba Bez Serca - odpowiedziała Żaba. - A tak właściwie to jestem ciekawa, dlaczego tak na niego wpadłeś, jeśli nie chciałeś zrobić mu krzywdy?
- To dość wstydliwa sprawa - odpowiedział Adalbert - Spójrz w tamtym kierunku i powiedz mi co widzisz - wskazał za siebie.
- Lustro - odparła posłusznie Żaba.
- A w lustrze?
- Nas - Żaba dalej nie wiedziała co to ma wspólnego z dzikimi wrzaskami i wpadaniem na innych, ale była zaintrygowana i bardzo chciała się dowiedzieć.
- Właśnie. Gdy ja w nie spojrzałem, zobaczyłem siebie. A musisz wiedzieć że też cierpię na pewną chorobę. Nazywa się arachnofobia.
Po chwili Bez Serca pochyliła się i podniosła z podłogi swoją szczękę.
- Boisz się pająków? Ty? - Nie mogła uwierzyć.
- Tak. Moje dzieciństwo to koszmar. W szkole też było kiepsko. A i na studiach nie jest lepiej.
- A co studiujesz? - Żaba bardzo chciała wiedzieć na jakich studiach można spotkać tyle pająków, żeby przeszkadzało to arachnofobowi.
- Informatykę. Pająki mają do tego talent, bo w naturalny sposób potrafią liczyć w kodzie ósemkowym. Dlatego tak dużo nas to studiuje. A wiesz w czym uczą nas tworzenia stron internetowych? - Adalbert najwyraźniej się rozżalił - W pajączku!
- No, no. - pocieszyła go Żaba - Tylko mi się tu nie rozklejaj. Czekaj! - nagle wpadł jej do głowy świetny pomysł - A nie znasz się przypadkiem na budowie blasterów? Mój coś przestał działać.
- Blaster? Nigdy nie dłubałem w czymś takim, ale mogę zajrzeć jeśli chcesz. Na pewno nie zepsuję go bardziej.
- To łap - Żaba rzuciła mu uszkodzoną broń - Pokręcę się tu trochę, nie powinieneś miec problemów ze znalezieniem mnie.
- Spoko - odparł pająk - W razie czego szukaj mnie w tamtym kącie, przy suficie. - Dramatycznym gestem rozłożył skrzydła nietoperzowatego kosiumu i pobiegł we wskazanym kierunku.
To by było na tyle, jeśli chodzi o blaster - pomyślała Bez Serca rozglądając się za Clamtoughem - Ale teraz nie mogę go dorwać, bo on ma Fenrie'ego a ja jestem nieuzbrojona. No nic. I tak trzeba ich znaleźć. Może Fenrie kogoś pogryzie? - nadal skanowała pomieszczenie, aż dostrzegła przyjaciół.
Fenrie faktycznie gryzł. Najwyraźniej te idiotki z FUCKME dostały się na imprezę i pewnie zaczęły głosić slogany, jakie to kaczki są biedne i dlaczego nie należy ich jeść. Fenrie miał na ten temat zdanie dokładnie przeciwne, a Żaba ogólnie zgadzała się z nim. Tyle że ona zazwyczaj wkładała kaczkę do mikrofalówki, a nie jadła na surowo.
- Hej! Widzę że dobrze się bawicie. - Stwierdziła podchodząc do Clamtougha, który jak już wspomniano był przebrany za Fenrie'ego.
- Acha - odpowiedział lakonicznie małż. - Chcesz się zabawić w polowanie na kaczki?
- Chciałabym, - Bez Serca westchnęła żałośnie - ale mój blaster się popsuł.
Powidziała te słowa chyba trochę zbyt głośno. Kaczki z FUCKME najwyraźniej je usłyszały, a wszyscy wiedzieli że Żaba od dawna zajmuje pierwsze miejsce na liście ich wrogów. Zasłużenie zresztą. Co prawda trochę bały się pieska Clamtougha, ale doszły do wniosku że może on gryźć tylko jedną naraz, a ich było tu pięć.
- A, to ty, wredna ropucho. Potworze z piekła rodem, demonie bez serca, pożeraczko kaczek, terrorystko, obleśny żabulcu. - Zakwakała największa spośród nich, najwyraźniej liderka. - Ośmieliłaś się pokazać swoją zieloną, ochydną gębę w takim miejscu? Nie masz sumienia?
- Jedno sprostowanie, jestem żabą, a nie ropuchą. Poza tym wszystko się zgadza. - Żaba aż promieniała ze szczęścia. Lubiła FUCKME. Potrafiły wprawić ją w dobry nastrój i jeszcze zapewnić dobry posiłek.
- Ha! Będziesz mi tu pyskować, ty padalcu? Poczekaj, już my cię urządzimy. Teraz, bez swojego blastera nie jesteś taka mocna. - Dla wszystkich obecnych oczywistym było że kaczka znajdowała się w bojowym nastroju.
- Pożyczyć ci mój? - Spytał Clamtough, jednocześnie podając jej nowiutkiego blasterka ZZAP-2020. Dziwnym trafem właśnie skończyła się piosenka i w ciszy, która po niej nastąpiła pytanie to zabrzmiało niezwykle głośno.
- Jasne - Ucieszyła się Żaba i natychmiast chwyciła za broń.
Kaczki stwierdziły że sytuacja staje się nieciekawa i postanowiły wycofać się strategicznie, to znaczy szybko, ale drogę zagrodził im Fenrie. A trzeba przyznać że akurat do takich rzeczy nadawał się świetnie.
- To co? Dzielimy się po połowie? - Spytała Żaba Clamtougha, sprawdzając czy blaster nie jest przypadkiem nastawiony na dezintegrację. Był w trybie zzapowania, czyli odpowiednim. Pięć szybkich strzałów załatwiło sprawę.
- Dzięki - powiedziała Bez Serca oddając broń. - Przechowasz dla mnie moją część? Ja się jeszcze pójdę rozejrzeć.
- Nie ma sprawy. Podrzucę ci je jutro do domu. Fenrie, bądź tak miły i zanieś je do samochodu - wskazał na leżące na podłodze byłe członkinie FUCKME.
Tymczasem Żaba Bez Serca wędrowała przez salę dokonując po drodze mniejszych i większych aktów terroru. Bawiła się świetnie. Tylko na chwilę zachmurzyła się gdy po raz kolejny podszedł do niej powoli i lekko kulejąc blondas w stroju wilkołaka.
- Niech ja dorwę tego jebanego pająka - mruknął. - Ale mnie urządził. Lecz nic to, piękna. Nic nie może mnie powstrzymać przed porwaniem cię do tańca.
- Naprawdę nic? - Uśmiechnęła się Żaba, bo w jej głowie już formował się perfidny plan. - A co byś powiedział, gdybym zaproponowała, żebyśmy udali się w jakieś ustronne miejsce? Tylko ty i ja, hę? Na takie małe tete-a-tete?
- Nie marnujmy czasu - wilkołak również się uśmiechnął. - Tak się składa że wiem, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał.
Poszli więc, mijając po drodze tłum rozbawionych gości. Żaba nawet nie próbowała nikogo podcinać, ani popychać, wiedząc że za chwilę czeka ją lepsza zabawa. Wreszcie dotarli do niewielkiego pokoiku. Żaba zamknąła za nimi drzwi, a wilkołak błyskawicznie pozbył się futra i pazurów. Okazało się że naprawdę jest zwykłym człowiekiem.
- Choć tu, moja żabciu - mruknął, wskakując na łóżko.
- Zaczekaj chwilę, słodziutki. Co byś powiedział na odrobinę perwersji? - Uśmiechnęła się znacząco Bez Serca, jednocześnie wyjmując z kieszeni bardzo wytrzymałą taśmę samoprzylepną, którą od jakiegoś czasu zawsze nosiła przy sobie.
- Czemu nie? - Odparł "wilkołak" - Nigdy jeszcze tego tak nie robiłem, ale jak to mówią, człowiek wszystkiego musi w życiu spróbować.
- No właśnie. - Odrzekła Żaba, jednocześnie obklejając mu ręce złączone razem za plecami. Gdy już się z tym uporała, związała także nogi gościa a na końcu zakleiła mu usta. - Teraz zaczekaj tu na mnie chwilkę, dobrze? Zaraz wrócę, a wtedy przeżyjesz takie rzeczy, jakich nigdy jeszcze nie doświadczyłeś.
Nie czekając na odpowiedź, bo mężczyzna i tak nie mógł mówić, Żaba wyszła z pokoju zamykając starannie drzwi i zabierając ze sobą klucz. Następnie udała się prosto do Clamtougha.
- Coć taka z siebie zadowolona? - Spytał bez ogródek małż. - Jeszcze jedna bojówka FUCKME próbowała cię zatrzymać?
- Coś lepszego. Potrzebuję ciebie i Fenriego. O, ty Blackitty i twoja Clueless też się przydacie. Zaczekajcie tu na mnie jeszcze chwilę, dobra? Muszę skombinować jeszcze jedną osobę.
- Oki, czekamy - Odparł szybko Blackitty widząc zmrużone oczy Cluecat i chcąc zażegnać niebezpieczeństwo. Dobrze wiedział że choć wiele osób zaczynało z Żabą, to zawsze ona kończyła.
Chwilę później Żaba była już w rogu pokoju i próbując przekrzyczeć muzykę, która akurat grała wyjątkowo głośno, starała się zwrócić na siebie uwagę siedzącego na suficie Adalberta. Gdy to nie dało rezultatu, chwyciła stojącą na stole butelkę i rzuciła.
Chwilę później pająk podnosił się niezgrabnie z podłogi.
- Jeszcze nie naprawiłem i w ogóle nie dam rady dzisiaj. - Powiedział do Żaby - Musiałaś go ostatnio często używać, a jakiś czas temu padło ci chłodzenie i teraz się przegrzał. Połowa układów jest do wymiany. Już bardziej opłaca ci się kupić nowy.
- Szkoda - odpowiedziała Żaba, bo choć nie miała serca, to jednak lubiła swój blaster. Zawsze wiernie jej służył - Ale ja nie po to. Umiesz robić sieci?
- Żartujesz? Specjalizuję się w sieciach komputerowych, powinnaś zobaczyć moją stronę, wszystko o sieciach, LAN, WAN, mnóstwo bajerów i...
- Nie komputerowe - przerwała mu Żaba - Takie normalnye, pajęcze. Umiesz je robić?
- No, umiem. Ale to dość osobista, khm, tego, intymna sprawa.
- To ja chętnie popatrzę - odpowiedziała Żaba. - Będzie mi potrzebna pajęcza sieć. całkiem sporo. Zrobisz ją?
- No, skoro nalegasz. - Zgodził się Adalbert i już chwilę później został porwany w stronę czekającej grupy przyjaciół Żaby.
- Cześć Albercik! - ucieszył się Clamtough - ty też dołączasz do naszej sadystycznej i podłej grupy?
- Aaa, cześć Clamtough.
- Znacie się? No tak, informatycy. W takim razie was nie muszę przedstawiać. Co do reszty, to jest Adalbert, pająk stanowiący ważną część mojego planu, a to są Blackitty i Klu programu. Skoro jesteśmy już wszyscy, chodźmy.
Nie minęło nawet pięć minut, gdy cała ekipa weszła do pokoju, w którym na łóżku leżał nagi i skrępowany blondas.
- Ojej, nie wiedziałem że tak się zabawiasz, Żabo. - Z perwersyjnym uśmiechem powiedział Blackitty.
- Cisza, teraz wam powiem na czym polega mój plan. Przed domem widziałam takie wielkie choinki. Pajączek wejdzie na jedną z nich i przymocuje do czubka trochę sieci.
- Co? - Przeraził się Adalbert - Mam ją tkać na widoku? Tak przy wszystkich?
- Dokładnie tak. I nie przerywaj mi więcej. Reszta pomoże mi wynieść tego chłopaczka na zewnątrz. Liczyłam tu głównie na Fenrie'ego. Potem owiniemy go w kokon pajęczej sieci i wciągniemy na górę. W ten sposób powstanie największa ozdoba choinkowa w tym mieście. I niech burmistrz nigdy więcej nie mówi że ta dziura nic mi nie zawdzięcza.
Prawie wszyscy zgromadzeni w pokoju uśmiechnęli się na tę myśl. Jedynymi wyjątkami byli Adalbert, zbyt przerażony perpektywą tworzenia sieci na samym szczycie olbrzymiego drzewa, oraz "wilkołak" z oczywistych powodów.
Ledwie godzinę później olbrzymi kokon z blondasem w środku kolysał się na czubku najwyższego świerku. Przyjaciele stali przy oknie w zacisznym wnętrzu i przyglądali się swemu dziełu. Żaba ubrana w zdobyczne futro klepnęła w plecy Adalberta, który nadal wyglądał na przerażonego, choć również jakby dumnego, że przyczynił się do czegoś takiego.
- Nie martw się pajączku - powiedziała, a gdy spojrzał na nią mnóstwem swoich oczu, dodała nie mogąc się poswstrzymać - Jeszcze zrobimyz ciebie prawdziwego sadystę i perwersa.
Grupa wybuchła śmiechem, który jednak został nieco zagłuszony przez krzyki ludzi witających nowy rok. Huknęły korki od szampana. Blackitty już zaczął się rozglądać za kieliszkami i cała grupa powoli skierowała się za nim. Żaba po raz ostatni spojrzała za okno i uśmiechnęła się. Podobno jak zaczyna się nowy rok, tak będzie przez cały, pomyślała. Mam nadzieję, żę tym razem to się sprawdzi.
- Hej, Clamtough. Nie skombinowałbyś mi też trochę pomarańczy? - spytała przyjaciela nagle przypominając sobie o kaczkach z FUCKME. - A tak swoją drogą niezły kostium skombinował Blackitty dla swojej panienki, nie?
- Kostium? - Małż ledwo powstrzymał się od parksnięcia. Właśnie zajadał się ostrygą - To ty nie wiedziałaś, że ona jest kotołakiem? A ja już się zastanawiałem czemu tak kusisz los, ciągle przekręcając jej imię. - Powiedział, po czym z pustym kieliszkiem w dłoni ruszył w stronę kotów.
Blackitty już skombinował dwie butelki najlepszego szampana. Żaba przez chwilę jeszcze podziwiała jak bardzo jest odważna, po czym zabrała jakiejś blondynce pusty kieliszek i poszła w stronę przyjaciół. Bądź co bądź w jej sercu nie było strachu. Powód był oczywisty.




Powrót do poprzedniej strony