Powrót Żaby



To nie był dobry dzień dla Freda i Sama. Kilka godzin wcześniej balowali na niewielkiej imprezce i wtedy wydawało się to świetnym sposobem na spędzenie czasu. Dziś ich żołądki i głowy miały na ten temat odmienne zdanie i przy każdym wstrząsie przypominały bezlitośnie. Jechali właśnie swoim holownikiem po szosie jednocześnie starając się unikać słońca, które dziś wyjątkowo mocno raziło w oczy. Prowadził Sam ponieważ Fredowi na imprezie ktoś zwinął obrączkę i teraz nie mógł tego odżałować. Zresztą obaj byli w podłych nastrojach więc gdy zauważyli jadącą przed nimi postać na motocyklu postanowili się zabawić. Kierująca pojazdem żaba nie spieszyła się, dlatego bez problemu dogonili ją i zaczęli wyprzedzać, jednocześnie spychając ją z trasy i katując klakson. Wreszcie motocyklistka aby uniknąć wpadnięcia do rowu gwałtownie zahamowała, a holownik pomknął dalej. Obaj mężczyźni roześmieli się, lecz już po chwili spoważnieli. Spoglądając w lusterko dostrzegli motocykl i kierującą nim żabę pędzącą tuż za nimi. Fred sięgnął pod fotel i wyciągnął stamtąd klucz francuski, oraz kawałek rurki.
- Zabawimy się? - spytał pokazując przedmioty kierującemu koledze.
- Czemu nie - odparł tamten i zjechał na pobocze.
Wysiedli z szoferki gdy żaba zatrzymała się kilka metrów za nimi, po czym zaczęli iść w jej stronę.
- No co jest ropucho? - roześmiał się Fred. - Coś ci się nie podoba?
- Zobaczmy. Tryb zzapowania, dezintegracji, paraliżowania, odrzucania - żaba mruczała coś do siebie. - O sprawdźmy odrzucanie.
Sam zatrzymał się gdy zielona istota spojrzała na niego, a potem dwa promienie wystrzeliły z jej oczu i trafiły go w pierś. Potężna siła uniosła go w powietrze, przeniosła kilkanaście metrów do tyłu i z olbrzymią mocą cisnęła o rosnące tam drzewo.
- Hej, niezłe. A co mamy dalej? - żaba nadal mówiła do siebie - O! Częściowa dezintegracja. Ciekawe jak działa? Sprawdźmy.
Przerażony Fred nie wiedział co zrobić, gdy kolejne promienie trafiły w jego klucz, który nagle przestał istnieć. Następnie żaba zlustrowała go wzrokiem. Potem strzeliła z oczu prosto między jego nogi. Fred zawył dość cienko i zwalił się na ziemię.
- Phi. Mężczyźni - skomentowała napastniczka, po czym zapakowała swój motocykl na holownik, minęła wijącego się z bólu człowieka i wsiadła do szoferki. - Jak to miło że zostawili kluczyki. Już kończyła mi się benzyna. O, ciasteczka - stwierdziła wyciągając ze schowka paczkę czekoladowych serduszek.
Włączyła radio i ruszyła, zostawiając za sobą mnóstwo kurzu oraz dwie ostatnie ofiary. Najwyższy czas wracać do domu.
Przejeżdżała obok pubu umieszczonego dość blisko jej domu, gdy dostrzegła zaparkowany samochód Clamtougha. Zatrzymała się obok niego i skierowała w stronę budynku.
Clamtough, Blackitty, Cluecat (jako Alice) oraz Adalbert siedzieli w środku, gdy na zewnątrz rozległ się śpiew.
- To ja! Żaba się nazywam. Przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam - w tym momencie drzwi się otworzyły i do środka weszła Bez Serca. - No co się tak gapicie? Wy też nie jesteście piękni - stwierdziła podchodząc do przyjaciół.
- Co się z tobą działo, Żabo? - zapytał Blackitty - Mikołaj cię w tym roku nie odwiedził i postanowiłaś go poszukać?
- Mam nadzieję że nie - mruknął pająk Adalbert. - To by oznaczało koniec świąt.
- He,he. Chcielibyście wiedzieć, co? - uśmiechnęła się Żaba siadając na krześle. - Może wam opowiem, jeśli mi zamówicie cos do picia.
- Piwo dla tej pani - krzyknął Blackitty, który wiedział że Żaba nie znosi tego napoju.
W tym momencie przy stoliku tuż obok rozległ się jakiś rumor. Wszyscy przyjaciele odwrócili się w tamtym kierunku i ujrzeli jakiegoś młodego meżczyznę, z dość krótkimi czarnymi włosami i śladami oparzeń na twarzy, zwracającego się do lekko podpitego, siedzącego człowieka. Czarnowłosy mówił, jednocześnie kłaniając się w dość dziwny i elegancki sposób.
- Witam, bracie. Cóż to czyliż mnie nie znacie? Jestem - tutaj mężczyzna kątem oka dostrzegł grupę siedzących obok i nagle zawachał się, pobladł a potem wykrzyknął - AAAA. Żaba Bez Serca!
- Co? - zdziwił się podpity, spoglądając w ślad za biegnącym bardzo szybko do drzwi rozmówcą
- O! Desperado. - Ucieszyła się Żaba, posyłając w ślad za uciekającym promienie paraliżujące. Podziałały. - Teraz mogę mu się odwdzięczyć za mikrofalówkę.
- Wydawało mi się że masz rozwaloną kuchenkę - stwierdził Adalbert.
- Właśnie. - odpowiedziała Bez Serca, uśmiechając się przy tym znacząco. - Chodźcie. Pomożecie mi zapakować go na wóz. Oszołomiony nieszczęśnik został wywleczony za nogi na zewnątrz i przyczepiony do haka holownika, a następnie podniesiony wysoko w górę.
- Jak sobie trochę powisi, to mu się odechce głupich żartów - stwierdziła Żaba, zdejmując swój motocykl i przepompowując do niego benzynę z samochodu. - Fajny mam sprzęcik? - Nie omieszkała się pochwalić.
- Niezły, całkiem niezły - ocenił Clamtough okiem znawcy.
- Żartujesz? To świetny sprzęt. Dwa koła ma. I kierownicę. Zobacz tylko - Blackitty jak zwykle sobie pokpiwał.
- A jak świetnie nadaje się do rozjeżdżania kotów. Chcesz się przekonać Blackitty? - Żaba uśmiechnęła się szeroko.
- A nie, wiesz, dzięki ale jakoś mi nie pasuje. Może kiedy indziej.
Żaba odpaliła silnik, pożegnała się z przyjaciółmi i pojechała.
Na osiedlu kręciło się mnóstwo policjantów i żołnierzy, ale Bez Serca nie zwracała na nich uwagi. Spokojnie podjechała pod dom, zaparkowała i otworzyła drzwi. Wróciła do domu, jedynego miejsca w którym czuła się naprawdę u siebie. Zabrała się za instalowanie nowej kuchenki mikrofalowej, ale ledwie zdążyła to robić, gdy rozległo się pukanie.
- Ciekawe kogo tam diabli niosą? - zaciekawiła się człapiąc do wejścia.
Okazało się że to jakiś żołnierz.
- Najmocniej panią przepraszam, ale mamy doniesienia że pewien niebezpieczny uciekinier był widziany w tej okolicy. Oczywiście to nic poważnego i niedługo go złapiemy, ale na razie dla bezpieczeństwa sprawdzamy wszystkie domy w okolicy. Czy moglibyśmy teraz przeszukać pani? - spytał jednocześnie wskazując oddziałek czterech postawnych, umięśnionych żołnierzy.
- Jasne - Żaba nie zastanawiała się nawet przez chwilę. - Należy pomagać władzy i w ogóle, nieprawdaż?
Żołnierze kręcili się po mieszkaniu dość długo. Żaba rozsiadła się w swoim ulubionym fotelu i obserwowała ich. Musiała przyznać że do wojska brali teraz niezłych chłopaków. Przystojni, wysportowani, nie to co tamci z bazy. Aż przyjemnie było popatrzeć. Wreszcie kapitan oznajmił jej że cały dom został sprawdzony, wszystko jest w porządku i że przeprasza za najście. Żaba zamykając drzwi za nim dostrzegła coś, co bardzo ją zaintrygowało. Przez chwilę przyglądała się temu przez okno, a potem upewniła się że akurat nie ma w pobliżu żadnych wojskowych i wybiegła z domu. W pobliskich krzakach znalazła wyczerpanego mężczyznę w przemoczonym i podartym ubraniu. Ze zdumieniem stwierdziła że już go widziała. To on był zamknięty w szklanym pojemniku w tajnej wojskowej bazie, z której i ona uciekła. Ale nie było czasu na zastanawianie się. Żaba chwyciła człowieka pod ramię i pomogła mu dojść do swojego domu.
- Dzięki - wychrypiał ten, gdy już znalazł się w ciepłym pomieszczeniu. - Ale to niebezpieczne. Nie powinnaś mnie tu ukrywać.
- Spoko, jakoś dam sobie radę. A ty uważaj bo się zaziębisz. Najlepiej właź do łazienki i ściągnij z siebie te łachy.
Mężczyzna posłuchał, a Bez Serca szybko posprzątała przedpokój. Trzeba było uważać na najdrobniejsze nawet ślady. Gdy skończyła, nieznajomy właśnie wychodził z łazienki. Trochę zaskoczył Żabę ponieważ nie miał na sobe ubrania, ale ta nie takie rzeczy już widziała. Choć trzeba było przyznać że był to ciekawy widok. Mężczyzna był potężnie umięśniony, a włosy miał dość długie i zmierzwione, ale czyste po kąpieli. Był dość wysoki i potężnie zbudowany, świetnie nadawałby się na żołnierza, lecz coś w jego ruchach mówiło że rozkazywanie mu nie jest najlepszym pomysłem. W lśniących oczach czaiła się dzikość i choć w tej chwili był spokojny, Żaba świetnie pamiętała jak wściekły potrafił być. Z rozmyślań wyrwało ją kolejne pukanie do drzwi.
- Wskakuj pod kołdrę - szepnęła do mężczyzny i, dopiero upewniwszy się że to zrobił, otworzyła.
- Dzień dobry pani, najmocniej przepraszam, ale poszukujemy pewnego zbiega i dla pewności przeszukujemy wszystkie domy. Czy możemy sprawdzić u pani? - to byl kolejny oficer z grupką żołnierzy.
- Ale u mnie już było sprawdzane. Taki przystojny kapitan, blondyn, skończył ledwie dziesięć minut temu.
- Naprawdę? Chwileczkę - oficer wydał rozkaz jednemu z podwładnych, który natychmiast sięgnął po krótkofalówkę. - A tak, rzeczywiście. Przepraszam bardzo. Do widzenia.
- To znaczy że jeszcze przyjdziecie?
- Nie. Już sprawdziliśmy u pani. To tylko taki zwrot.
- A nie mógłby mi pan dać jakiegoś zaświadczenia? Jakiejś pieczątki na drzwiach, czy co?
- Oczywiście. Sierżancie, naklejcie stosowne oświadczenie na drzwiach. - rozkazał oficer, po czym cały oddział pomaszerował w swoją stronę, zostawiając na drzwiach żaby kawałek żółtej taśmy z napisem "Police line. Do not cross."
- Dobra. Czas kłaść się spać - ziewnęła Żaba. - Niestety mam tylko jedno łóżko.
- To może ja położę się na podłodze? - zaoferował się mężczyzna, a Bez Serca popatrzyła na niego z politowaniem.
- No nie będę taka okrutna. Różne rzeczy moga o mnie ludzie mówić, ale nie że jestem okrutna. Poza tym żołnierze mogą wrócić w każdej chwili. Pod kołdrą będziesz bezpieczny. Jakoś to przeżyjemy - położyła się obok z uśmiechem na ustach. - Nawet gdyby miało to potrwać kilka dni, albo dłużej.




Powrót do poprzedniej strony