Idealny prezent dla Żaby



Nadeszła zima. Żaba Bez Serca nie przepadała za ta porą roku, z wielu powodów. Na przykład zamiast deszczu padał śnieg, a woda we wszystkich kałużach zamarzała i nie dość że nie dawało się popływać, to jeszcze można było sobie rozbić np. twarz, albo coś innego, jeśli się poślizgnęło. Jedynym plusem, było to że czasami taki lód przykuwał kaczki do jeziora i wtedy łatwo dawało się je podejść i upolować. Taką kaczką można sobie nieźle podjeść, szczególnie jeśli się ją odpowiednio przyrządzi, np. z pomarańczami, albo po kantońsku. Co prawda pomarańcze, jak wiele innych rzeczy drożały przed świętami, ale dla Żaby nie stanowiło to problemu. Rzadko kiedy płaciła. Właśnie wracała do domu z siatką pełną pomarańczy, zamierzając przejść przez park w poszukiwaniu ofiary, kiedy usłyszała płacz dziecka. Żaba Bez Serca nie przepadała za dziećmi. Były bardzo głośne, brudziły i nie potrafiły same o siebie zadbać. W dodatku ludzie mieli jakiś dziwny uraz i nie pozwalali ich zjadać, a przecież takie młode mięsko powinno być delikatne i bardzo smaczne.
- Nic to - pomyślała Żaba - jakoś przetrzymam - po czym bohatersko ruszyła przed siebie.
Dochodziła już do kładki położonej nad biegnącą przez park rzeczką, w której nieznany wandal miesiąc temu zrobił sporą dziurę, kiedy ujrzała źródło hałasu. Przez kładkę przechodziła jakaś pani z płaczącym dzieckiem.
- Natychmiast przestań ryczeć - mówiła kobieta. - Przestań w tej chwili - powtarzała.
Żaba była zdziwiona jak nieefektywne są metody wychowawcze ludzi. Ona po prostu utopiłaby dzieciaka, postarała się o nowego i jeszcze miałaby niezłą kolację, ale ludzie z niewiadomych powodów troszczyli się o swoje dzieci. Tandeciarze! - pomyślała Bez Serca.
- Jeżeli natychmiast nie przestaniesz płakać, to oddam cię tej żabie. - Powiedziała kobieta, a Żaba Bez Serca usłyszawszy to, natychmiast się rozpromieniła. Wygladało na to że nawet ludzie potrafią się czegoś nauczyć. Na wszelki wypadek zrobiła przyjazną minę, żeby dzieciak nie pomyślał że zabranie przez Żabę to coś strasznego i dalej płakał. Chyba poskutkowało bo bachor zaniósł się jeszcze większym rykiem.
- No przestań wreszcie - przekonywała kobieta, przechodząc razem z dzieckiem obok Żaby.
Ta jeszcze przez chwilę uśmiechała się, ale szybko do niej dotarło że głupia samica nie zamierza dotrzymać obietnicy. - Hej, a co z moim dzieckiem? - Na wszelki wypadek postanowiła upomnieć się, lecz odpowiedzią był jedynie płacz tak głośny, że graniczący z progiem bólu. - Ludzie - Westchnęła Żaba i popatrzyła po rzece w poszukiwaniu kaczek.
- A ty czego się gapisz - warknęła jeszcze do jakiejś młodej blondynki, stojącej tuż obok. Chwilę później Żaba dostrzegła trzymanego w objęciach tejże kota. - Blackitty? - Zdziwiła się.
- Tak - odparł Blackitty - Żabo Bez Serca, paskudniku okrutny, istoto z piekła rodem, poznaj moją dziewczynę, Alice - Żaba ucieszyła się słysząc jak dobrze niektórzy o niej myślą.
- Cześć - rzuciła od niechcenia. - Co tu robicie?
- Właśnie szliśmy do ciebie - odpowiedział kot - Bo wiesz, tak się zastanawiałem, że idą święta, a ty tam tak siedzisz sama w domu, bo nikogo nie możesz sobie znaleźć z powodu tego nieszczęsnego braku serca. - Żaba nachmurzyła się, słysząc te słowa. Dobrze jej było bez serca, a poza tym wietrzyła jakiś podstęp. Gdy ostatnio widziała się z Blackitty'm pomagała mu uczyć się nurkowania. Trochę słabo się przykładał, więc mu wygarnęła. Z blastera. Podejrzewała że zechce się odwdzięczyć.
- No i? - Ostrożnie wyciągała z kota informacje.
- I postanowiliśmy dać ci prezent - Odparł radośnie Blackitty, a mina na jego buźce świadczyła że jest bardzo z siebie zadowolony. - Alice, mogłabyś?
- Oczywiście - powiedziała Alice, po czym delikatnie postawiła kota na ziemi i sięgnęła do torby. Po chwili wyciągnęła z niej niewielką paczuszkę i podała Żabie.
- Piernikowe serduszka? - Zdziwiła się Bez Serca.
- Acha. Tak sobie pomyślałem że skoro nie masz własnego, to może te sztuczne pozwolą ci ożywić w sobie trochę pozytywnych uczuć. - Zaczął tłumaczyć Blackitty, ale dostrzegł minę Żaby i szybko podjął strategiczną decyzję. - Alice, znikamy! - krzyknął, a jego dziewczyna natychmiast chwyciła go i bardzo szybko zniknęła z zasięgu wzroku Bez Serca, która już czegoś szukała po kieszeniach. Pewnie blastera. Niestety kolejnym minusem zimy była konieczność noszenia różnych grubych i ciepłych ubrań, z których ciężko było wyciągać cokolwiek szybko.
- A bodaj cię kundel zmoczył - wrzasnęła za nim Żaba. - Dlaczego tak mało serduszek? Przecież to mi ledwie wystarczy na deser. - Ale Blackitty'ego nie było już widać, więc dała sobie spokój.
- Drat, and double drat - mruczała do siebie przechodząc przez mostek. Sytuacji wcale nie poprawiał fakt, że w okolicy nie było widać ani jednej kaczki. A udało jej się zdobyć takie dobre pomarańcze.
Gdy docierała do domu, nadal była w podłym nastroju, ale tu czekała ją niespodzianka. Z przeciwnej strony szedł Clamtough, potężny małż, a także jego ulubiony pieszczoch, pieseczek Fenrie. Cóż, przynajmniej Clamtough nazywał go pieseczkiem. Większość ludzi miała na ten temat inne zdanie, choć raczej zachowywała je dla siebie. Fenrie nie lubił słów krytyki. Jego ulubioną rozrywką było wyrywanie ludziom rąk.
- Heja, Żabo Bez Serca. Wiesz co ma cztery łapy i jedną rękę i jest z tego bardzo zadowolone? - Spytał małż.
- Niech zgadnę... Fenrie? - Odpowiedziała Żaba. Był to stary żart, a przy tym jeden z ulubionych Clamtougha.
- Cóż innego. Byłem właśnie u ciebie żeby powiadomić cię o zabawie sylwestrowej. Będzie mnóstwo znajomych. Wpadniesz?
- Lepiej nie wpadać, bo alimenty kosztują - wygłosiła mądrą sentencję Żaba - Zobaczę.
- Przemyśl to. Wiem że nie nie jesteś wielką zwolenniczką takich imprez, ale będzie tam trochę ludzi, których można sterroryzować - przy tych słowach wspiął się na palce i pogłaskał Fenrie'ego - i spora grupa znajomych, którzy potrafią docenić dobrzy żart. Przyjdź.
- Zobaczę - Powtórzyła Bez Serca, która jeszcze nie wiedziała czy nie przeważy jej wrodzone lenistwo, ale faktycznie zapowiadała się niezła zabawa, więc czemu nie?
- Wrzuciłem ci do skrzynki na listy wiadomość, więc przejrzyj, a jakby co możesz przecież do mnie zadzwonić. Ach, byłbym zapomniał. Pytała się o ciebie jakaś panienka, ale ostrzegłem ją że lepiej nie mieszać się w twoje sprawy bo jesteś subtelna i skora do gniewu. Ale chyba nie skojarzyła. Miała jakiś pakunek, więc na twoim miejscu uważałbym. To mogła być bomba.
- Dzięki. - Odpowiedziała Żaba - Jakoś sobie poradzę. Nie załatwi mnie byle zdzira. No to cześć.
- Cześć. - Powiedział małż i wraz z Fenrie'm poszedł w swoją stronę.
Tymczasem Żaba Bez Serca weszła do swojego mieszkania. Zamknęła drzwi i natychmiast opróżniła wiszącą na nich skrzynkę pocztową. Żaba sama rzadko używała zwykłej poczty, ale miała zamontowaną skrzynkę. Bawiło ją czytanie listów z pogróżkami przysyłanych przez jej wrogów, albo osoby, które chciały zostać jej wrogami. Teraz też trochę ich było. Bez Serca usiadła więc w fotelu i zaczęła je przeglądać. Zdążyła tylko otworzyć kopertę i zerknąć na pierwszy list, gdy rozległ się dzwonek.
- Ciekawe kogo tam licho niesie - Zastanowiła się powoli człapiąc do drzwi. Gdy je otworzyła na progu ujrzała kaczkę, z jakimś pakunkiem.
- Dzień dobry - odezwała się kaczka, a Żabie przez myśl przemknęło: Dla ciebie już nie dobry, ale nie dała po sobie nic poznać - Właśnie niedawno się tutaj sprowadziłam i tak sobie pomyślałam że przecież wypada odwiedzić swoich sąsiadów, nawiązać dobrosąsiedzkie stosunki, więc upiekłam sernik i postanowiłam przyjść. Byłam już trochę wcześniej, ale nie zastałam pani - kaczka trajkotała jak najęta - ale ucięłam sobie taką krótką pogawędkę z tym przemiłym małżem.
- Jak to miło. Właśnie miałam zająć się kolacją - Odpowiedziała Żaba - Nie zechciałaby mi pani nieco pomóc?
- Z największą przyjemnością - rozpromieniła się kaczka i natychmiast weszła do środka, a ciężkie drzwi z głuchym trzaskiem natychmiast zamknęły się za nią.
Muszę wreszcie wywiesić ten napis: Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie - pomyślała Bez Serca prowadząc swoją nową sąsiadkę w stronę kuchni i ciesząc się że są jeszcze na świecie tacy, którzy nie wierzą gdy się ich przed czymś ostrzega. Choć już za chwilę ich liczba miała ulec niewielkiemu zmniejszeniu. Tak, Żaba Bez Serca stanowczo dobrze sobie dziś podje.




Powrót do poprzedniej strony