Stracone serce



Płomień pochodni trzymanej przez kobietę nie był duży i słabo oświetlał drogę, ale idący za nią Marcus nie przejmował się tym, gdyż noc była bezchmurna a księżyc świecił jasno. Zresztą mag miał mnóstwo ważniejszych rzeczy na głowie. Na przykład, czy ten drań, Rollo nie ucieknie mu po raz kolejny, a także czy może zaufać idącej przed nim starej kobiecie. Marcus starał się nikomu nie ufać, ale czasami sytuacja zmuszała go do polegania na innych. Tak było i tym razem; sam nie byłby w stanie odnaleźć złodzieja. Z rozmyślań wyrwało go światło padające z otwartych drzwi. Drzwi gospody, przed którą zatrzymała się jego przewodniczka.
- Tutaj? Rollo nie jest tak głupi, żeby ukrywać się w jedynej gospodzie w takiej dziurze, kobieto. - Zdumiał się Marcus.
- Nie, panie. Ale tu znajdują się ludzie, którzy nas do niego doprowadzą.
- W takim razie idź po nich i skończmy tę sprawę jak najszybciej.
Stara kobieta weszła do gospody, a Marcus ponownie zagłębił się w rozmyślaniach. Kolejni ludzie, podejrzane. - myślał - Trzeba mieć się na baczności, ale przede wszystkim nie pozwolić Rollo znowu się wymknąć, to jest najważniejsze. Nie - poprawił się - najważniejsze jest odzyskanie klejnotu. Zabicie Rollo to już czysta przyjemność.
Przewodniczka wyszła z gospody, wraz z dwoma młodymi, barczystymi mężczyznami. Jeden z nich trzymał w ręku pochodnię, jeszcze nie zapaloną, drugi zaś gdy tylko dostrzegł maga, odezwał się:
- Mateczka mówi że szukacie tego co się chowa po jaskiniach? Prawda to?
- Szukam złodzieja, niższy od ciebie o głowę, brązowe włosy, szczupły. Podobno ostatnio kręcił się tutaj. - odpowiedział Marcus. - Wiesz gdzie go znaleźć, czy tylko marnujesz mój czas?
- Ano, był tutaj taki. Znaczy się, jest nadal, w jaskiniach siedzi.
- To na co czekasz? Prowadź! - mag najwyraźniej tracił cierpliwość.
- Bo to panie, w tych jaskiniach mokro i wietrznie. Przeciągi straszne, przeziębić się łatwo. I kto mnie później zdrowi zwróci?
- Pięć sztuk srebra na głowę, ale jeśli się nie pospieszysz, to dorzucę jeszcze kulę ognia.
- Nie, panie. Nie trzeba. Już idziemy. I zapłata odpowiednia. - Odparł młodzieniec, choć spojrzenie jakie wymienił z drugim mówiło wyraźnie: Pięć? Czemu nie dziesięć?
- Oczywiście że odpowiednia i nie próbuj mnie oszukiwać, bo nawet ten mieczyk, który masz przy boku, nie osłoni cię przed moimi czarami - Mag wyciągnął przed siebie prawą dłoń rozstawiając lekko palce pomiędzy którymi po chwili zamigotał niewielki płomień. Szybko przerodził się on w kulę ognia wielkości pięści i pomknął w stronę nie zapalonej pochodni trzymanej przez drugiego przewodnika. - A teraz ruszaj, nie będę tracił przez ciebie czasu. Jest cenny.
Droga do jaskiń, w których miał ukrywać się Rollo okazała się dość krótka. Zaledwie kilka minut po opuszczeniu mieściny stanęli przed czarnym otworem.
- Wy przodem - warknął Marcus, a przewodnicy posłusznie weszli do środka.

* * *

Rollo po raz kolejny westchnął spoglądając na przecudny klejnot, który udało mu się ukraść kilkanaście dni temu. Co prawda naraził się w ten sposób na gniew maga, ale przedmiot był tego wart. Nawet teraz, w mdłym świetle pochodni wyglądał cudownie. Przypominał rubin, ale chyba nim nie był, bo przecież nie istnieją rubiny wielkości dwóch pięści dorosłego mężczyzny. To musiał być jakiś inny, niezwykle rzadki i na pewno bardzo cenny rodzaj klejnotów. Rollo westchnął, kolejny raz omiótł przedmiot spojrzeniem, po czym schował go do sakwy. Wtedy usłyszał kroki. Ktoś szedł korytarzem prowadzącym do jego jaskini. Kilka osób. Sięgnął po nóż leżący wraz z kilkoma innymi jego rzeczami pod ścianą i przygotował się. Do tych jaskiń mało kto trafiał przypadkiem, a o tym że on tu siedział wiedziało jeszcze mniej osób, ale lepiej być przygotowanym. Spoglądając w skręcający lekko korytarz widział światło z pochodni pełzające po ścianach, a po chwili dostrzegł również twarz osoby, która ją niosła, oraz jego towarzysza. Odetchnął z ulgą; znał tę dwójkę. Za nimi majaczyły jeszcze dwie postacie, ale szły na tyle daleko od pochodni że Rollo nie mógł dostrzec ich twarzy.
- Nie sądziłem że zobaczę was tak wcześnie. - powiedział opuszczając nóż i rozluźniając mięśnie - A kim są wasi towarzysze? - zapytał, gdy dwaj mężczyźni już wchodzili do jaskini.
- Nie poznajesz mnie, Rollo? - odezwała się jedna z idących z tyłu osób, po czym weszła w krąg światła pochodni.
- Zdradziliście mnie - syknął złodziej cofając się nieporadnie. Pobladł, a dłoń trzymająca nóż wyraźnie drżała. W mężczyźnie rozpoznał maga, którego okradł.
- Wyglądasz jak trup, Rollo. Zabawne, bo przecież jeszcze nim nie jesteś - zaśmiał się czarodziej - Ale nie obawiaj się, zaraz to naprawimy - wypowiadając te słowa wyciągnął dłoń przed siebie.
Użył prostej telekinezy, ale na złodzieja wystarczyło to w zupełności. Pchnięcie odrzuciło go do tyłu, poślizgnął się na kamieniach i padł na wznak wypuszczając nóż z ręki. Próbował się podnieść niezgrabnie, ale mag był szybszy. Rollo usłyszawszy inkantację płynącą z jego ust uniósł głowę i ujrzał w niewielką błyskawicę przeskakującą pomiędzy wyciągniętymi do przodu dłońmi Marcusa. Chwilę później błyskawica wystrzeliła w jego stronę. śmierć przyszła szybko, nie cierpiał.
Marcus podszedł do trupa, przyklęknął i zaczął go pospiesznie obszukiwać, jednocześnie cały czas zwracając baczną uwagę na swoich przewodników. Szybko odnalazł sakwę odpowiedniej wielkości a jeden rzut oka na jej zawartość powiedział mu, że ma już to, po co przyszedł. Natychmiast przypiął ją do swojego pasa. W tym momencie jeden z mężczyzn zrobił krok w jego stronę. Mag zareagował błyskawicznie, wyciągając dłoń w jego stronę i powstając.
- Dostaniecie swoje pieniądze, gdy tylko wyjdziemy - powiedział - Jeśli chcecie, możecie też wziąć pozostałe jego rzeczy. Mnie one nie obchodzą. Tylko szybko.
Odsunął się na bok, opuszczając dłoń, a przewodnik podszedł do sterty leżącej pod ścianą, nachylił się i zaczął pospiesznie przeglądać. Nie trwało to długo, gdyż w pewnej chwili mężczyzna chwycił niewielki garnek i rzucił nim w maga, a jego towarzysz wyciągając miecz zaatakował. Marcus nie był głupcem, już wcześniej podejrzewał że przewodnicy zdradzą go skuszeni perspektywą zdobycia większych pieniędzy. Gdy to zrobili, on był przygotowany. Lekkim ruchem lewej ręki używając telekinezy zmienił tor lotu przedmiotu, a prawą, również magicznie uderzył nacierającego. Zaraz po tym zaczął tworzyć niewielki dysk w odległości centymetra od lewek dłoni. Widział że ten, który rzucił garnkiem już się zrywa wyciągając dłoń, zauważył też że kobieta wyjęła sztylet, choć roztropnie trzymała się wejścia do jaskini, kilka metrów dalej. Wiedział że zdąży. Nim napastnik zdążył do niego dobiec zaklęcie było gotowe i Marcus cisnął nim w jego kompana. Wirujący, świetlisty dysk z warkotem przemknął przez powietrze i całkowicie zagłębił się w głowie mężczyzny. Trysnęła krew. Drugi przewodnik już był przy magu, już wznosił miecz do uderzenia, ale ten nie był niedoświadczonym młodzikiem. Skrzyżował ręce, przyzywając szybkie zaklęcie ochronnej tarczy. Broń napastnika uderzyła w nią, siła ciosu przesunęła ramiona maga do tyłu o kilka centymetrów, ale poza tym nie stała mu się krzywda. Magiczna osłona była równie dobra, albo i lepsza niż metalowa tarcza. Przekrzywiając jedno z ramion i zmieniając kąt, mag odbił ostrze na bok. Natychmiast zwolnił zaklęcie, lewą dłonią chwycił uzbrojoną rękę przeciwnika a palce prawej zacisnął wokół jego twarzy. Tamten zaczął się wyrywać, ale rzucenie zaklęcia porażającego, nie trwało długo. Po chwili przewodnika odrzuciło do tyłu. Padł na ziemię z osmaloną twarzą. Żył jeszcze, ale niedługo, gdyż Marcus stworzył dysk podobny do tego, którym uśmiercił jego kompana. W ciągu mniej niż minuty było już po wszystkim. Została jeszcze tylko stara kobieta w wejściu.
- Mało wam było? - zapytał mag powoli kierując się w jej stronę. - Czemu tacy jak wy nigdy się nie nauczą?
Kobieta uśmiechnęła się, a czarodziej widząc to skupił się. Sądził że przewodniczka zacznie uciekać, ale ona stała i uśmiechała się jakby nie zauważając że przegrała. Czyżby coś szykowała? Jej nagły ruch spowodował że instynktownie uniósł dłonie gotowy użyć telekinezy gdyby czymś w niego rzuciła, albo sama zaatakowała, ale nic takiego się nie stało. Dopiero gdy usłyszał delikatny zaśpiew dochodzący z jej ust zrozumiał i uderzył w nią, lecz jej czar i tak zadziałał. Poczuł że leci do przodu pchnięty ze sporą siłą w plecy. Nie spodziewał się po niej takiej magii. Prawdę powiedziawszy w ogóle nie spodziewał się po niej magii, ale to zaskoczyło go całkowicie. Stara jędza użyła nie prostej telekinezy, pozwalającej na wykonywanie krótkich, niezbyt mocnych pchnięć od siebie, ale dość skomplikowanej wersji, o zwiększonej sile i w dodatku przyciągającej. Mimo to Marcus mógłby jeszcze wygrać to starcie, ale próbując stawić opór jej magii oparł nogę na śliskim kamieniu i przewrócił. Prosto w czekające objęcia kobiety trzymającej w ręku sztylet. Dostał nim po żebrach, jęknął i zgiął się wpół. Po chwili dosięgnął go drugi cios i jeszcze trzeci. Padł na ziemię niezdolny do czegokolwiek poza spazmatycznym drżeniem i próbami oddychania. Każdy wdech rozpalał w jego umyśle ogniki bólu. Przy każdym wydechu czuł krew wyciekającą z niego, a wraz z nią życie.
- Czemu wszyscy magowie to idioci? - spytała kobieta, jednocześnie przyklękając przy Marcusie i zabierając mu sakwę zawierającą klejnot, oraz ukrytą pod płaszczem sakiewkę ze srebrem. - Gdybyś się synku tak nie rzucał, to może byś zginął szybko, a tak będziesz zdychał powoli. - zarechotała wiedźma, po czym odeszła w stronę wyjścia.
Czarodziej został sam. Próbował się podnieść, ale tylko zakręciło mu się w głowie z bólu. Chciał przyzwać magię, lecz już w połowie przywoływania zaklęcia spowalniającego krwawienie stracił koncentrację. Jedyne co mu pozostał, to spróbować wyczołgać się z tego miejsca. Postanowił złapać za wystający niedaleko z podłoża kamień i przyciągnąć się do niego, ale okazało się że jego organizm jest zbyt wycieńczony. Ta ostatnia próba nadwerężyła do końca resztki jego sił. Powoli zapadł w czerń niepamięci.

* * *